Analiza taktyczna: Roma – Lazio (2:0)

Derby nie przebiegały zgodnie z pierwotnym planem Gian Piero Gasperiniego, a Roma przez długi czas miała problemy z budowaniem akcji przeciwko dobrze zorganizowanej defensywie Lazio. O zwycięstwie przesądziły jednak przygotowane schematy stałych fragmentów gry oraz umiejętność wykorzystania słabości rywala.

fot. © asroma.com

Il Romanista – D. Lo Monaco | Dzień po derbach łatwo sprowadzić całe spotkanie do kilku prostych ocen. Roma zagrała słabo, widowisko nie zachwyciło, Lazio zasłużyło na więcej, a wynik rozstrzygnęły dwa stałe fragmenty gry. Każde z tych stwierdzeń zawiera część prawdy, lecz nie pokazuje pełnego obrazu meczu, na który składały się liczne wydarzenia oraz decyzje niewidoczne na pierwszy rzut oka.

Pod względem technicznym spotkanie rzeczywiście nie należało do najlepszych. Roma nie realizowała swoich założeń z odpowiednią płynnością, a jedynym wyraźnie niekorzystnym dla niej wskaźnikiem było posiadanie piłki, choć różnica między zespołami pozostawała minimalna. Gasperini z pewnością nie wyobrażał sobie jednak w taki sposób ofensywnej gry swojej drużyny. W trakcie derbów próbował pięciokrotnie zmieniać ustawienie, sposób krycia lub role poszczególnych zawodników, aby nadać spotkaniu inny kierunek.

Większość tych korekt nie przyniosła oczekiwanej poprawy w grze z piłką. Roma nadal miała trudności z przechodzeniem przez kolejne linie Lazio, lecz potrafiła znaleźć inną drogę do zwycięstwa. Ostatecznie ważniejsze od jakości akcji pozycyjnych okazały się szczegółowe przygotowanie do stałych fragmentów oraz przewaga w polu karnym przy dwóch rzutach rożnych.

Sarri zamknął boczne sektory i kierował Romę do środka

Typowy dla Maurizio Sarriego system defensywny opierał się na dwóch zwartych liniach ustawionych przed własną połową. Lazio broniło w strukturze złożonej z czterech i pięciu zawodników, nie rezygnując jednocześnie z prób wyższego pressingu. Pierwsze wyjścia do rywali były zabezpieczane przez pomocników, dzięki czemu gospodarze mieli niewiele swobody już przy rozpoczynaniu akcji.

Plan Sarriego działał również dlatego, że zawodnikom Romy brakowało odpowiedniej dynamiki, dokładności i momentami odwagi w rozegraniu. W derbach ostrożność często bierze górę nad ryzykiem, a tym razem szczególnie widoczne było to przy próbach wyprowadzania piłki z własnej połowy.

Giallorossi prawie nigdy nie potrafili odnaleźć pierwszego ani drugiego poziomu szerokości, a do trzeciego nie docierali właściwie wcale. W innych spotkaniach pierwszy wariant tworzył szeroko ustawiony boczny środkowy obrońca, który wychodził do przyjęcia piłki. Drugi zapewniał otwierający się pomocnik, natomiast trzeci należał do wahadłowego lub napastnika operującego po stronie prowadzenia akcji.

Tym razem ten mechanizm został skutecznie zablokowany. Sarri ustawił swoich napastników szeroko właśnie po to, aby nie pozwolić Romie rozpoczynać ataków bocznymi sektorami. Lazio próbowało kierować każdą akcję rzymian do centrum, gdzie bardzo ważną rolę odgrywali Basic, Rovella i Taylor. Trójka pomocników kontrolowała przestrzeń i ograniczała możliwości progresji przynajmniej do momentu, w którym Roma objęła prowadzenie.

Pierwszym pomysłem Gasperiniego było ustawienie Cristante jako trequartisty odpowiedzialnego za indywidualne krycie Rovelli. Przed nim występowało dwóch napastników. To rozwiązanie często wykorzystywane przez szkoleniowca przeciwko czteroosobowej linii obrony, gdy rywal buduje akcje z udziałem jednego cofniętego rozgrywającego.

W takim wariancie wahadłowi, czyli Çelik i Wesley, mieli wychodzić wysoko do bocznych obrońców Lazio. Dwaj środkowi pomocnicy Romy przejmowali swoich odpowiedników, natomiast trzej defensorzy odpowiadali bezpośrednio za trzech napastników gospodarzy. System opierał się więc na pojedynkach jeden na jednego na całej szerokości boiska.

Gasperini mógł jednak obawiać się starć Cancellieriego z Hermoso oraz Noslina z Mancinim, szczególnie w sytuacjach, gdy zawodnicy Lazio otrzymywaliby piłkę na wolnej przestrzeni. Z tego powodu trener próbował w niektórych momentach wysyłać do bocznych obrońców również El Aynaouiego i Pisillego.

Uruchamiało to kolejne przesunięcia. Po jednej stronie Hermoso przejmował Basica, Wesley cofał się do Cancellieriego, natomiast po przeciwnej Çelik odpowiadał za Noslina, a Mancini podchodził wyżej do Taylora. Gasperini próbował w ten sposób chronić swoich środkowych obrońców przed otwartymi pojedynkami i jednocześnie utrzymać agresywne krycie w środku pola.

Pięć zmian Gasperiniego nie odmieniło gry Romy

Trzecią korektę wymusiła kontuzja mięśniowa Ndicki. Na boisku pojawił się Rensch, który zajął miejsce na prawej flance, a Çelik został przesunięty do trzyosobowej linii obrony jako prawy stoper. Była to zmiana personalna wynikająca z urazu, ale jednocześnie wpłynęła na sposób funkcjonowania całej prawej strony.

Na początku drugiej połowy Gasperini zdecydował się na kolejne rozwiązanie. Pisillego zastąpił El Shaarawy, którego zadaniem było krycie Marušicia oraz możliwie częste atakowanie przestrzeni za jego plecami. Wprowadzenie bardziej ofensywnego zawodnika miało dać Romie większą jakość w pojedynkach i zmusić bocznego obrońcę Lazio do ostrożniejszej gry.

Następnie trener zamienił stronami wahadłowych. Wesley został skierowany na flankę Nuno Tavaresa, aby ograniczyć jego ofensywne rajdy i zmusić jednego z najgroźniejszych zawodników Lazio do pozostawania bliżej własnego pola karnego. Portugalczyk był szczególnie niebezpieczny, gdy mógł rozpędzić się z piłką, dlatego Gasperini próbował kontrolować go nie tylko poprzez krycie, ale również przez stałe zagrożenie ofensywne.

Piąta zmiana nastąpiła po czerwonych kartkach dla Wesleya oraz Rovelli. Oba zespoły grały wówczas w dziesięciu, a Roma przeszła na ustawienie z czteroosobową linią obrony. W dość nietypowy sposób Hermoso znalazł się po prawej stronie, natomiast Mancini po lewej. Powód takiego rozmieszczenia nie był oczywisty, a Gasperini nie wyjaśnił go również po meczu.

El Shaarawy operował szeroko po lewej stronie, a Dybala zajmował podobną pozycję po prawej. Argentyńczyk rozszerzał ustawienie przede wszystkim wtedy, gdy Roma utrzymywała się przy piłce. Bez niej próbował niekiedy przeszkadzać Lazio w pierwszej fazie rozegrania po jego lewej stronie, choć robił to z mniejszą skutecznością niż El Shaarawy na przeciwnej flance.

W drugiej połowie Gasperini nie musiał już szukać kolejnych rozwiązań. Zgodnie z przewidywaniami Lazio wyraźnie obniżyło intensywność, a po drugim golu Romy, zdobytym jeszcze przed upływem połowy tej części spotkania, przebieg meczu przestał się istotnie zmieniać.

To Giallorossi byli później bliżsi strzelenia trzeciej bramki. Soulé, Dowbyk i El Shaarawy zmarnowali dogodne okazje, które mogły zostać ocenione znacznie surowiej, gdyby Lazio zdołało zdobyć gola kontaktowego. Rywale nie stworzyli jednak realnego zagrożenia dla prowadzenia Romy, dlatego nieskuteczność gospodarzy w końcówce nie miała wpływu na rezultat.

Pięć modyfikacji Gasperiniego pokazuje, że trener dobrze rozpoznawał problemy własnego zespołu i nie pozostawał bierny. Żadna z nich nie sprawiła jednak, że Roma zaczęła swobodnie omijać pressing Lazio albo regularnie znajdować wolne sektory przy liniach bocznych. Derby nie zostały wygrane dzięki płynnej realizacji kolejnych wariantów w grze otwartej, lecz dzięki elementowi przygotowanemu jeszcze przed pierwszym gwizdkiem.

Stałe fragmenty przesądziły o wyniku. Wnioski z derbów

Szczególne znaczenie miało przygotowanie Romy do ofensywnych rzutów rożnych. W tym aspekcie przewaga Gasperiniego nad Sarrim była wyraźna. Sztab Giallorossich rozpoznał problemy Lazio przy bronieniu dośrodkowań z narożnika i potrafił wykorzystać je dwukrotnie niemal w identyczny sposób.

Przy pierwszym golu Pisilli wykonał prawą nogą rzut rożny z lewej strony. Piłka została skierowana do bramki i precyzyjnie opadła na głowę Manciniego. Przy drugim trafieniu Dybala dośrodkował lewą nogą z prawego narożnika. Tym razem piłka odchodziła od bramki, lecz ponownie została idealnie dostarczona do obrońcy Romy.

Obie sytuacje zakończyły się bardzo podobnymi golami. W obu zawiodła para Gila–Cancellieri, która niewłaściwie odczytała trajektorię lotu piłki i nie poradziła sobie z Mancinim. Dwie nieudane interwencje defensywne przyniosły Romie dwa trafienia i przesądziły o wyniku derbów.

Po meczu część krytyki została skierowana w stronę strefowego systemu krycia Lazio. Obwinianie samego ustawienia po straconych golach jest jednak zbyt prostym wyjaśnieniem. Gdy bramkę traci drużyna broniąca strefą, niemal automatycznie pojawiają się opinie, że w polu karnym należy kryć indywidualnie. Znacznie rzadziej podobna dyskusja pojawia się po błędach zespołu stosującego krycie jeden na jednego.

Oba rozwiązania mają określone zalety i słabości. Zespoły często wybierają obronę strefową wtedy, gdy nie dysponują wystarczającą liczbą zawodników dobrze grających głową albo gdy ich jakość w tym elemencie jest ograniczona. Problem pojawia się jednak niezależnie od systemu, jeśli obrońcy źle wyskakują, brakuje im koordynacji, odpowiedniego wyczucia momentu i zdecydowania.

To właśnie na jakości wykonania powinien skupiać się trener przy analizie straconych bramek. Gdyby Gila i Cancellieri lepiej ocenili tor lotu piłki, Lazio mogłoby skutecznie obronić oba rzuty rożne, a cały system zostałby uznany za właściwy. Podobnie krycie indywidualne nie gwarantuje bezpieczeństwa. Dobrze wykonana zasłona może uwolnić zawodnika w centralnej części pola karnego i doprowadzić do sytuacji, w której oddaje on strzał bez żadnej presji.

Nie istnieje jeden niezawodny sposób obrony stałych fragmentów. Gdyby taki system był dostępny, korzystałyby z niego wszystkie drużyny. Istnieją natomiast trenerzy, którzy potrafią dostrzegać szczegóły, analizować słabości przeciwnika i przygotowywać rozwiązania pozwalające je wykorzystać. W derbach zrobił to Gasperini.

Roma nie wygrała dlatego, że całkowicie zdominowała Lazio albo narzuciła mu swoją grę. Sarri skutecznie odebrał Giallorossim szerokość, skierował ich rozegranie do zatłoczonego środka i przez długi czas kontrolował sposób budowania akcji przez gospodarzy. Kolejne ruchy Gasperiniego nie przyniosły wyraźnego przełomu w grze otwartej.

O wyniku zdecydowało jednak przygotowanie taktyczne w innym obszarze. Roma wiedziała, gdzie Lazio może popełnić błąd, dwukrotnie stworzyła Manciniego możliwość ataku na piłkę i bezlitośnie wykorzystała brak odpowiedniej reakcji rywali. Derby nie były efektownym zwycięstwem ani potwierdzeniem pełnej przewagi Giallorossich, lecz pokazały, że dobrze opracowany detal może mieć większe znaczenie niż pięć zmian wprowadzanych już podczas spotkania.

Komentarze

Komentarze są wyłączone dla archiwalnych wpisów.