To był mecz piękny taktycznie, pełen intuicji i korekt w trakcie gry, ale też bolesnych błędów w momentach, w których wystarczyło dowieźć przewagę. Roma strzeliła Juventusowi trzy gole, a jednak nie zdołała zamknąć spotkania, bo w końcówce zabrakło spokoju i jakości w bronieniu stałych fragmentów.
Il Romanista – D. Lo Monaco | Z czysto taktycznego punktu widzenia spotkanie Roma–Juventus było widowiskiem najwyższej próby i żaden wynik nie odbierze temu spotkaniu wartości. Jeśli strzelasz trzy bramki bezpośredniemu rywalowi, musisz robić coś wyjątkowego w ofensywie. Jeśli tracisz trzy, zawsze znajdzie się element, który nie zadziałał w fazie bez piłki albo przy stałych fragmentach. W szerszej perspektywie to jednak mecz, w którym należą się brawa zarówno Gasperiniemu, jak i Spallettiemu za otwartą, odważną bitwę i za to, co proponują ich zespoły.
Pięć faz spotkania
Mecz wyraźnie podzielił się na pięć etapów. Na początku była faza badawcza, dość wyrównana, z ostrożnym podejściem i próbą wyczucia, jak przeciwnik będzie budował przewagi. Potem przyszła środkowa część pierwszej połowy, w której Juventus wyglądał taktycznie lepiej, bo Roma zaczęła wpadać w drobne trudności, do których jeszcze wrócimy.
Trzeci etap to moment dwóch bramek, pięknych, ale w dużej mierze indywidualnych: najpierw trafienie Wesleya pod koniec pierwszej połowy, a następnie odpowiedź Conceição tuż po przerwie. Czwarta faza należała już do Romy. W chwili, gdy remis mógł dać Juventusowi impuls do przejęcia kontroli, giallorossi przyspieszyli i wyglądali na zespół lepszy fizycznie, w ataku również technicznie, a także dojrzalszy w decyzjach taktycznych. Obrona Juventusu chwiała się nawet po 3:1, co tylko wzmacniało wrażenie, że Roma ma do zaoferowania więcej.
I wreszcie etap piąty, najboleśniejszy. To faza, w której u części gospodarzy pojawiła się nerwowość, a po stronie Juventusu odezwały się mocne charaktery. Bianconeri utrzymali przy życiu temat kwalifikacji do Ligi Mistrzów, doprowadzając do remisu.
Partia szachów i zmienne systemy
Na początku rozszyfrowanie zamysłów trenerów nie było proste, bo układy zmieniały się w zależności od tego, kto miał piłkę i gdzie toczyła się akcja. Juventus wyszedł z trójką obrońców, ale budował atak w czwórce. Do tego celowo „rozciągał” kilku zawodników poza ich nominalne strefy, przez co sprawiał wrażenie zespołu w innym ustawieniu niż na papierze. Nieprzypadkowo pomeczowe grafiki w mediach pokazywały 4-2-3-1, 3-4-2-1 i 3-4-3. Każda z tych wersji jest po części prawdziwa.
Roma odpowiedziała typowym dla Gasperiniego mechanizmem krycia indywidualnego, tym razem jednak z wyraźnym elementem „na zasadzie zmiany”, gdzie punkt odniesienia był początkowy, ale mógł się przesuwać zależnie od pressingu i miejsca rozegrania. Kluczowa była decyzja, by jednego z trzech stoperów Juventusu, w tym przypadku Kalulu, uznać jako tego, któremu można dać nieco więcej swobody w prowadzeniu piłki.
Teoretycznie pierwsza reakcja na Kalulu miała należeć do Pisillego, ale jego rola była bardziej złożona. Młody pomocnik, być może najcenniejszy taktycznie zawodnik tego meczu, musiał jednocześnie nie zostawiać Çelika sam na sam z Conceição i absorbować ruchy McKenniego do środka, których Wesley mógł nie podjąć. Efekt uboczny był oczywisty: w kilku sytuacjach, zwłaszcza w środku pierwszej połowy, Roma spóźniała się o ułamek sekundy do krycia i oddawała Juventusowi kilka metrów więcej niż zwykle.
Juventus nie potrafił jednak wykorzystać tego w pełni. Bianconeri mylili się w ostatniej fazie akcji, zarówno w doborze podań, jak i w wykończeniu, nawet u najbardziej renomowanych zawodników. Te błędy pozwoliły utrzymać równowagę przez długi fragment spotkania.
Wybory personalne i bramka Wesleya
Gasperini nie chciał wystawiać Ghilardiego na pojedynek z bardzo szybkim Conceição. Postawił na Çelika po tej stronie i „odświeżył” temat Renscha. Żeby utrzymać Pisillego w roli hybrydowej, przesunął też Pellegriniego na środkowo-prawą strefę, nietypową dla byłego kapitana Romy. Mimo tego Pellegrini zagrał solidnie, przede wszystkim dzięki inteligencji taktycznej i czystości technicznej.
Bramka na 1:0 była kwintesencją podejścia Gasperiniego. Pisilli wygrał ofensywny pojedynek z Kalulu, po czym wypuścił na idealne wahadłowe wejście Wesleya. Ten zszedł do środka na prawą nogę i uderzył technicznie, zakręcając piłkę w sposób, który wyglądał jak podpis pod całym planem na ten mecz.
Stałe fragmenty i „forteca” przy dośrodkowaniach
Gol Juventusu tuż po przerwie otwiera temat, który wrócił również przy trafieniu na 3:3. Chodzi o ustawienie Romy przy bocznych rzutach wolnych rywala. Zazwyczaj zespoły ustawiają linię wysoko, blisko granicy pola karnego, licząc na szybkie wyjście i złapanie spalonego oraz na sprawny „powrót” do krycia. Tym razem Gasperini wybrał inne rozwiązanie: zawodnicy Romy ustawiali się bliżej okolic „jedenastki”, tworząc gęstą strukturę przypominającą „fortecę”, częściowo z elementami krycia indywidualnego.
Taka gęstość ma swoją logikę, ale ogranicza bramkarzowi możliwość agresywnego wyjścia do piłki. W tym meczu wybór nie zadziałał, dlatego nie zdziwi, jeśli przy kolejnych okazjach Roma zmodyfikuje te zasady, bo koszt okazał się zbyt wysoki.
Dwie bramki Romy po przerwie pozwalają podkreślić dwa konkretne atuty. Przy golu na 2:1 widać było świetną jakość dośrodkowania Pellegriniego i znakomite odklejenie się Ndicki, którego Cambiaso zgubił w kryciu. Z kolei trafienie Malena było demonstracją ruchu bez piłki na najwyższym poziomie. Holender kapitalnie zaatakował wolną przestrzeń i zrobił to w tempo, bez spalonego. Koné zagrał idealną piłkę prostopadłą, Malen świetnie osłonił futbolówkę pod presją Kelly’ego, a na koniec zachował spokój i przerzucił ją nad Perinem finezyjnym, technicznym dotknięciem.
Zgubione krycia i gol na 3:2
Bramka Juventusu na 3:2 odsłoniła problem, który czasem wraca w strukturze obronnej Gasperiniego. Gdy akcja przeciwnika trwa zbyt długo, a role krycia zaczynają się rozjeżdżać, pojawia się moment zawahania, w którym ktoś zostaje z zadaniem ponad siły.
W tej sytuacji, przy dośrodkowaniu Koopmeinersa, Çelik został sam z dwoma rywalami. Walczył o piłkę z Yıldızem, a jednocześnie Boga zebrał futbolówkę i uderzył z bliska z woleja, trafiając na 3:2. Gasperini z ławki natychmiast pytał, gdzie był Mancini, ale Gianluca wcześniej „przykleił się” do McKenniego po jego ofensywnym wyjściu i kontynuował to krycie. Pisilli ruszył za wejściem Cambiaso, a Ndicka zbliżył się do McKenniego, bo obawiał się kolejnego wbiegnięcia w pole karne za plecy partnera. To spiętrzenie decyzji w jednej strefie wywołało niepewność, którą Roma zapłaciła natychmiast.
Są jeszcze dwie sytuacje związane z El Aynaouim: najpierw jego niepotrzebne przewinienie, które dało Juventusowi rzut wolny w akcji prowadzącej do wyrównania, a później niewykorzystanie podania do dobrze ustawionego Malena w końcówce, gdy taki moment mógł zamknąć mecz.
Wnioski
Roma zagrała ofensywnie mecz wyjątkowy, pełen jakości indywidualnej i dobrze przygotowanych mechanizmów, szczególnie w fazach, w których potrafiła przyspieszyć i „rozbujać” obronę Juventusu. Jednocześnie wynik przypomina, że na tym poziomie detale w bronieniu stałych fragmentów i w utrzymaniu struktur krycia są równie ważne jak piękne ataki.
Gasperini i Spalletti dali widowisko na najwyższym poziomie, ale Roma zapłaciła za momenty zawahania. Jeśli giallorossi poprawią ustawienia przy bocznych rzutach wolnych i lepiej zabezpieczą długie akcje rywala, podobne mecze nie będą uciekać z rąk w ostatniej fazie.
Komentarze
Gdyby Cristante "zagrał swoje" to Roma utrzymałaby prowadzenie do końca