Roma przez większą część pierwszej połowy potrafiła narzucić Interowi odważny, agresywny futbol i przejąć kontrolę nad środkiem pola. Problem w tym, że system Gasperiniego opiera się na pojedynkach i wysokim ryzyku, a na San Siro kolejne indywidualne błędy sprawiły, że dobrze funkcjonująca struktura taktyczna rozsypała się po przerwie.
Roma przegrała na San Siro aż 2:5, ale sam wynik nie oddaje przebiegu pierwszej połowy. Po fatalnym początku Giallorossi przez długie fragmenty grali dokładnie w sposób, którego Gasperini oczekuje od swojego zespołu: wysoko naciskali, utrzymywali się przy piłce, zajmowali środek pola i konsekwentnie poszerzali grę. Inter miał problemy ze swobodnym wyprowadzeniem futbolówki i momentami został zepchnięty bardzo głęboko.
Paradoks polegał na tym, że im lepiej funkcjonowała zespołowa struktura Romy, tym bardziej bolesne stawały się indywidualne pomyłki. Przy systemie opartym na wysokim ustawieniu, agresywnym kryciu i dużej liczbie pojedynków każda strata w złym miejscu otwiera rywalowi ogromną przestrzeń. Na San Siro właśnie ten mechanizm powtarzał się do momentu, w którym Inter całkowicie rozmontował rzymian.
Plan zmieniony po 62 sekundach
Początkowe założenie Gasperiniego było bardziej ostrożne niż zwykle. Roma nie zamierzała od razu rzucać wszystkich sił do wysokiego pressingu. Akanji miał otrzymywać trochę więcej swobody przy rozegraniu, ponieważ sztab nie chciał zbyt mocno podnosić ustawienia po jego stronie. Największą obawą był pojedynek Renscha z Dumfriesem, dlatego Hermoso pozostawał nieco niżej i miał w razie potrzeby podwajać krycie Holendra albo wspomagać Manciniego i N’Dickę przy dwóch napastnikach Interu.
W środku Pellegrini został początkowo skierowany do pilnowania Çalhanoğlu, natomiast Pisilli i Cristante mieli kontrolować Barellę oraz Zielińskiego. Inter w swojej budowie wykorzystywał ruch Barelli na prawą stronę oraz bardziej pionowe ustawienie Zielińskiego. Oba zespoły tworzyły w ten sposób niemal lustrzane układy pojedynków, choć ustawienie Romy przechodziło pomiędzy 3-5-2 i bazowym 3-4-2-1.
Plan przetrwał jednak zaledwie 62 sekundy. Akanji dostał zbyt dużo miejsca na rozpoczęcie akcji, później Roma popełniła serię błędów: Cristante nie przerwał rozwoju ataku w środku, N’Dicka źle zachował się przy Thuramie, a Çelik pozwolił Lautaro Martínezowi wygrać pozycję i otworzyć wynik. Ostrożność straciła w tym momencie sens. Gasperini zdjął zespołowi hamulec ręczny i nakazał naciskać znacznie wyżej.
Zmiana przyniosła efekt. Pellegrini, Pisilli i Malen wymieniali się zadaniem pilnowania Çalhanoğlu w zależności od strefy, w której znajdował się pomocnik Interu, a pozostali zawodnicy szybko przesuwali za nimi. Roma zaczęła odbierać gospodarzom kolejne fragmenty boiska i coraz częściej zamykała ich na własnej połowie.
Szerokość, przewaga w środku i najlepszy okres Romy
Jednym z najciekawszych elementów gry Giallorossich było zajmowanie szerokości. Roma potrafiła ustawić przy jednej linii bocznej dwóch, a czasami nawet trzech zawodników. Po prawej stronie kolejne punkty podania tworzyli Mancini, szerzej ustawiony Cristante oraz Soulé. Takie rozmieszczenie zmuszało Inter do ciągłego rozciągania bloku i utrudniało gospodarzom organizację fazy bez piłki. Po spotkaniu sam Chivu przyznał, że sposób, w jaki Roma obsadzała szerokość, sprawił jego drużynie sporo problemów.
Równocześnie rzymianie zaczęli zdobywać przewagę w centrum. Do Cristante i Pisillego regularnie dołączali Pellegrini oraz Soulé, dzięki czemu Roma potrafiła stworzyć czterech zawodników przeciwko trzem pomocnikom Interu. To właśnie stamtąd wynikała coraz wyraźniejsza przewaga terytorialna oraz kontrola posiadania. Gospodarze cofnęli się, zagęścili przestrzeń przed własnym polem karnym i zaakceptowali rolę zespołu czekającego na możliwość wyjścia z kontrą.
Istotny był także sposób poruszania się Malena. Napastnik miał przede wszystkim atakować centralny korytarz w pobliżu Acerbiego, wykorzystując przewagę szybkości, ale nie przykuwał się do tej strefy. Często wychodził z niej celowo, by wyciągnąć obrońcę i otworzyć przestrzeń dla wbiegających Pisillego lub Pellegriniego. Z czasem Roma zaczęła lepiej łączyć się z Holendrem i łatwiej przedostawała się pod pole karne Interu.
Po prawej stronie dobrze funkcjonował dynamiczny łańcuch Mancini–Çelik–Soulé. Szczególnie Argentyńczyk dawał Romie to, czego w ostatnim okresie często brakowało: skuteczne wejście w pojedynek jeden na jednego. Po przeciwnej stronie Rensch był zdecydowanie bardziej przewidywalny. Jako prawonożny zawodnik ustawiony po lewej miał problem z dochodzeniem do linii końcowej słabszą nogą i łatwiej było odczytać jego wybory. Paradoksalnie to właśnie on zdołał jednak zejść do końca i posłać dośrodkowanie, po którym Mancini wyrównał na 1:1.
Roma miała w tym okresie mecz w swoich rękach. Inter nie potrafił narzucić własnego rytmu i przede wszystkim próbował przetrwać napór rywala. Giallorossi dociskali gospodarzy, ale nie wykorzystali kilku sytuacji jeszcze na etapie budowania akcji. Hermoso dwukrotnie źle rozegrał piłkę: najpierw nie dostrzegł bardzo dobrego ruchu Pellegriniego, który mógł znaleźć się bez przeciwnika na połowie Interu, a później zepsuł proste podanie otwierające możliwość rozegrania sytuacji dwóch na jednego Pellegriniego i Malena przeciwko Acerbiemu.
Pojedynki przesądziły o wszystkim
Cała konstrukcja zaczęła chwiać się jeszcze przed przerwą. W ostatniej akcji pierwszej połowy Cristante, zamiast bezpiecznie odegrać do znajdującego się obok Hermoso, próbował przeprowadzić piłkę podaniem między nogami przeciwnika. Roma była właśnie w fazie wyjścia, więc strata natychmiast otworzyła Interowi przestrzeń do przejścia. Nerazzurri ruszyli na niezorganizowanego rywala, a Çalhanoğlu zakończył akcję potężnym uderzeniem na 2:1. Zamiast zejść do szatni po bardzo dobrej taktycznie części meczu z remisem, Roma ponownie musiała odrabiać straty.
To właśnie takie sytuacje są największym zagrożeniem w futbolu Gasperiniego. Jego drużyny bronią poprzez agresję, wysokie ustawienie i dużą liczbę pojedynków jeden na jednego. Kiedy zawodnik traci piłkę podczas budowania akcji albo przegrywa bezpośrednie starcie, za jego plecami często nie ma klasycznego niskiego bloku gotowego do natychmiastowego zamknięcia przestrzeni. Błąd techniczny w posiadaniu bardzo łatwo zamienia się więc w groźną tranzycję rywala.
Na San Siro takich pomyłek było zdecydowanie za dużo. N’Dicka miał udział przy pierwszym, trzecim i piątym golu, Çelik przy pierwszym i czwartym, Rensch bardzo wyraźnie przy trzecim, natomiast Hermoso również popełnił błąd przy piątym trafieniu i przez całe spotkanie spóźniał się w swoich działaniach. Hiszpan dobrze pokazywał jednocześnie wymagania systemu: w zależności od ruchów przeciwników nieustannie przejmował kolejnych zawodników, ale samo właściwe rozpoznanie krycia nie wystarczało, skoro później brakowało skuteczności w pojedynku.
Po przerwie Gasperini wprowadził Ghilardiego za Manciniego, lecz zanim można było realnie ocenić wpływ tej korekty, Roma sama otworzyła Interowi drogę do trzeciego gola. Rensch zagrał zbyt miękko, po czym struktura Giallorossich zaczęła rozsypywać się w ekspresowym tempie. Trzecie trafienie uruchomiło serię kolejnych, a po dobrze rozegranej przez Romę pierwszej połowie pozostało niewiele. Zespół przestał pewnie zarządzać pojedynkami, a Inter bezlitośnie wykorzystywał każdą kolejną przestrzeń.
To najważniejszy wniosek z San Siro. Gasperini może zmieniać wysokość pressingu, przesuwać krycia, tworzyć przewagi w centrum i za pomocą szerokości rozciągać nawet tak mocnego przeciwnika jak Inter. Jego futbol stawia jednak zawodnikom bardzo konkretne wymagania. Potrzebni są gracze pewni technicznie pod presją, szybcy w podejmowaniu decyzji i zdolni do wygrywania bezpośrednich starć na dużej przestrzeni. Roma przez znaczną część pierwszej połowy pokazała, że sam pomysł taktyczny może działać. Jednocześnie wynik 2:5 brutalnie przypomniał, że kiedy zespół stawia wszystko na pojedynki, a potem seryjnie je przegrywa, nie ma już gdzie się schować.
Komentarze