Roma zagrała w Glasgow mecz niemal modelowy, pokazując najbardziej kompletne oblicze futbolu Gian Piera Gasperiniego. To spotkanie stało się punktem odniesienia dla zrozumienia, czym naprawdę ma być jego idea gry w rzymskim wydaniu.
Il Romanista – D. Lo Monaco | Roma wróciła z Celtic Park z przekonującym zwycięstwem 3:0, ale wynik oddaje tylko część prawdy o skali dominacji. Po raz pierwszy od początku projektu Gasperiniego faza posiadania i faza bez piłki stopiły się w jedną, spójną całość. Pierwsza połowa była bliska perfekcji, niezależnie od kontrowersyjnej decyzji arbitra, która potencjalnie mogła zmienić przebieg spotkania. Wcześniej Roma potrafiła grać efektownie, potrafiła też wyciągać pozytywne sygnały nawet z porażek, jak ta w Mediolanie z Milanem, ale dopiero w Glasgow osiągnęła poziom kompletności, jakiego dotąd nie widzieliśmy. I to przeciwko rywalowi znacznie silniejszemu, niż może sugerować końcowy rezultat.
U Gasperiniego wszystko zaczyna się od jakości gry bez piłki. Tak było również tym razem. Ustawienie 3-4-3 pozwoliło Romie maksymalnie skrócić dystanse w kryciu dzięki niemal lustrzanemu dopasowaniu indywidualnych zadań. Trójka napastników pracowała na trzech obrońców Celticu, czterech pomocników brało odpowiedzialność za swoich vis-à-vis w środku pola, a trzej stoperzy kontrolowali ofensywną trójkę gospodarzy.
Przy wysokiej dyspozycji fizycznej i mentalnej presja indywidualna była skuteczna już na etapie pierwszego rozegrania Celticu. Roma odzyskiwała ogromną liczbę piłek bardzo wysoko, siejąc niepewność w organizacji gry rywala, co było o tyle istotne, że trener gospodarzy był dopiero na początku pracy z zespołem. Każdy przechwyt otwierał natychmiastową fazę przejściową, najczęściej w przestrzeni między linią środkową a trequartistą, gdzie przeciwnik był już w wyraźnym kryzysie ustawienia. Dwa, trzy precyzyjne podania wystarczały, by stworzyć realne zagrożenie bramkowe.
Gdy Celtic decydował się na bardziej bezpośrednie zagrania, Mancini, Ndicka i Hermoso reagowali perfekcyjnie, czytając grę z wyprzedzeniem i wygrywając pojedynki dzięki doskonałemu timingowi.
Opróżnić, by następnie wypełnić
Zdecydowana większość akcji ofensywnych Romy rodziła się z przejść do ataku, bez konieczności długiej, cierpliwej budowy od własnej bramki. Gdy jednak giallorossi rozpoczynali grę od Svilarа, brak nawyków Celticu do agresywnego pressingu działał tylko na ich korzyść. Rotacje w środku pola, zejścia mezzali do rozegrania i przenoszenie gry z jednej strony na drugą pozornie mogły wyglądać na zachowawcze, ale w rzeczywistości miały jasno określony cel.
Chodziło o „opróżnienie” centralnych sektorów, by w odpowiednim momencie nagle je „wypełnić”. Napastnicy cofający się po piłkę, diagonalne ruchy skrzydłowych i nagłe wejścia w półprzestrzenie sprawiały, że ścieżki podań pojawiały się tam, gdzie na początku akcji wydawało się to niemożliwe. Symboliczny był tu ruch Soulé, który przy szeroko rozciągniętej strukturze potrafił nagle wprowadzić piłkę do środka, otwierając nowe linie podań i kolejne wbiegnięcia partnerów.
To sedno futbolu Gasperiniego: opóźnienie reakcji przeciwnika dyktuje tempo drużynie w ataku. Im szybciej i czyściej technicznie rozegrana piłka, tym większa szansa na finalizację. Dlatego szkoleniowiec tak ostro reaguje na niedokładność czy spóźnione decyzje. Jeden opóźniony mechanizm wystarczy, by zaciąć cały system.
Problemy w fazie przejścia do obrony
Właśnie w tych momentach pojawiają się zagrożenia. Strata piłki i opóźnienie w doskoku często prowadzą do sytuacji, w których rywale wychodzą sam na sam ze Svilarem. To wrodzona wada modelu Gasperiniego i główny argument jego krytyków, którzy twierdzą, że tak ryzykowny styl nieuchronnie prowadzi do niesprawiedliwych porażek.
Trener Romy pozostaje jednak wierny swojej filozofii. Zakłada, że wraz ze wzrostem jakości technicznej zespołu ryzyko będzie się systematycznie zmniejszać, a jego „taktyczne ubranie” stanie się coraz bardziej dopasowane. Historia jego pracy daje mu ku temu solidne podstawy.
Pressować albo nie istnieć
Po przerwie Celtic podniósł intensywność i zaczął znajdować przestrzenie, które w pierwszej połowie były dla niego zamknięte. Przyczyna była prosta. Roma wyraźnie obniżyła poziom pressingu, przechodząc w tryb zarządzania wynikiem zamiast dalszej dominacji. I natychmiast stała się zespołem bardziej podatnym na zagrożenia. Właśnie dlatego Gasperini nie przywiązuje nadmiernej wagi do podziału na podstawowych i rezerwowych. Wejścia Bailey’a, Pellegriniego i Dybali pozwoliły odzyskać intensywność i szybko przechylić szalę z powrotem na stronę Romy. Jednocześnie szkoleniowiec oszczędził Cristante, Koné i Wesleya, myśląc już o kolejnym meczu z Como.
Wnioski
Lekcja z Glasgow jest jasna i bezwzględna. Ta Roma albo pressuje ekstremalnie, z pełnym zaangażowaniem wszystkich zawodników, albo przestaje być sobą. Nie ma tu wersji pośredniej. Gdy intensywność spada, zmienia się cała tożsamość zespołu. Celtic Park pokazał jednak, jak wysoki może być sufit tej drużyny, jeśli idee Gasperiniego są realizowane w stu procentach.
Komentarze
Pieprz pieprz, Celtic rywal spod pizdy a supermocne Cagliari Nas bije.