To był inny świat. Inna Roma, inny futbol, inne czasy – i tylko jeden człowiek, który pamięta ostatnią wygraną z Interem na Stadio Olimpico.
Słowa o „powrocie na szczyt” mogłyby dziś brzmieć na wyrost, biorąc pod uwagę ze sam Gasp przyznał, że pozycja w tabeli nie odzwierciedla realnej siły Romy. Ale prawda jest taka, że ta przerwa reprezentacyjna kończy się od razu wielkim sprawdzianem: meczem z Interem, prawdziwą czarną bestią ostatnich lat. Cztery zwycięstwa w dekadę to bilans, który mówi sam za siebie. A ostatnie domowe zwycięstwo nad mediolańczykami – 2 października 2016 roku – wygląda dziś jak wspomnienie z innej epoki. Od tamtej pory zmieniło się wszystko: właściciele, dyrektorzy, trenerzy, zawodnicy, nawet sposób, w jaki kibice przeżywają mecze. Wszystko, oprócz jednego – El Shaarawy’ego. To on jest ostatnim łącznikiem między Romą Tottiego i De Rossiego a obecną drużyną Gasperiniego. Wtedy był jeszcze „nowym nabytkiem”, świeżo sprowadzonym przez Luciano Spallettiego po nieudanym epizodzie w Monako. Szybko jednak podbił serca kibiców i samego trenera, grając z energią, której tak bardzo potrzebowała tamta Roma.
Powrót do 2016 roku
Sezon 2016/17 zaczynał się dla Giallorossich w sposób pełen kontrastów – błyski przeplatane porażkami, nadzieje gaszone błędami. W siódmej kolejce na Olimpico przyjechał Inter Franka de Boera – test prawdy przed trudnym wyjazdem do Neapolu. Roma ruszyła jak z procy: już w piątej minucie Bruno Peres urwał się prawym skrzydłem, dograł do Džeko, a Bośniak (wówczas jeszcze niedoceniany) wpakował piłkę do siatki. De Rossi eksplodował, wykrzykując coś w stronę trybun Tevere, które wcześniej szemrały przeciwko swojemu napastnikowi. Później Salah i Florenzi mogli podwyższyć wynik, ale zabrakło szczęścia. W drugiej połowie na boisko wszedł El Shaarawy, zastępując Egipcjanina. Inter wyrównał na dwadzieścia minut przed końcem – i wydawało się, że znów wszystko wymknie się z rąk. Ale nie tym razem. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Manolas wyskoczył najwyżej, piłka odbiła się jeszcze od Icardiego i zatrzepotała w siatce Handanovicia. 2:1. Koniec. Grazie Roma.
Ostatni Mohikanin
Od tamtego meczu minęło dziewięć lat. Totti zakończył karierę, De Rossi został trenerem, Džeko od dawna strzela dla rywali, Spalletti zdobył mistrzostwo – z inną drużyną. A El Shaarawy? Nie licząc krótkiego epizodu w Chinach, wciąż tu jest. Wciąż walczy. Wciąż nosi w sobie tamtą radość, tamten błysk w oku i tę samą charakterystyczną grzywkę, jakby czas zatrzymał się w miejscu.
Teraz, w obliczu kontuzji zapewne znów zagra przeciwko Interowi – już nie jako obiecujący skrzydłowy, ale jako strażnik pamięci. Ostatni z Mohikanów. Z tą samą grzywką, tylko już bardziej srebrną. I może właśnie z tą samą misją – by przypomnieć wszystkim, że Roma potrafi wygrywać także z tymi, z którymi rzekomo „nie da się”.
Komentarze
Mój ulubiony piłkarz z aktualnej kadry. Ta Roma z kończącym karierę Tottim to był mój ulubiony squad. Pjanic, Ninja, DDR, Manolas, Florenzi, Szary, Dzeko, Wojtek, Alisson. Przyjemnie to się oglądało.
Szczęśliwi Ci co wtedy ogladali, ja regularnie oglądam od porażki z Man United pod koniec Fonseci. Czyli ogólnie to od Mourinho oglądam, wielu powodów do radości nie było :D
Oj tak piękny zespół zbudowany przez Sabata, ogólnie zaczęło się od Rudiego nasze ładne 5-lecie, kilka tytułów Vice-mistrza i półfinał LM. Skończyło się po 1 sezonie Di-Fra, po którym Monchi całkowicie zdemontował drużynę. Jedynie czego brakło to jakiegokolwiek trofeum. A tu już niestety prawie 10 lat mija odkąd kisimy się na pozycjach 5-7.
kilka czego? 🤣🤣🤣 ładne lata punktowo ale patrząc szczerze Mediolan byl wtedy w większym kryzysie i zajelismy ich miejsce. W 2017 roku Roma była naprawde mocna krajowo, 87 pkt, szkoda tylko ze Juve to był inny świat.
Koniec końców nic nie wygrali, Coppa olewali, byly wpadki tak jak po dziś dzień i obsrana zbroja przed Bayernem (1:7)i Barceloną (1-6). Z Liverpoolem też bylo 0:5 po godzinie gry. Lata z Jose moze i byly słabsze ligowo, ale w Europie miało się przynajmniej wrażenie że koniec sezonu skończą z jakimś tytulem i nie będzie po drodze eurowpierdolu
Tytułów Vice-mistrza kraju, nie wiem co w tym śmiesznego ? Byliśmy nieporównywalnie mocniejszym zespołem, który stale grał w Lidze Mistrzów. Za Mourinho nie potrafiliśmy w lidze wygrać z kimkolwiek poważnym, przepychanie na siłę dwumeczów w Europejskich pucharach, gdzie widać, że ten zespół w ani jednym momencie się nie rozwinął, nie sprawiało żadnej przyjemności. Potrzeba sezonu 13/14 jak Garcii, który po prostu z niczego wrzucił nas na TOP 4 i mogliśmy się na tym poziomie przez kilka lat utrzymać, wierzę, że Gasp po ponad 10 latach będzie potrafił to powtórzyć.
Śmieszy mnie jak to ująłeś, bo tytuł dostaje mistrz, a za drugie miejsce na pocieszenie jest tylko prawo do gry w Champions League, w której tak jak pisałem były spektakularne lania. Owszem Roma była mocniejsza na krajowym podwórku, ale ogólnie z formą było różnie przez te 4-5 lat.
14-15 – 3 miesjce w grupie za Bayernem i City, spadek do LE
15-16 – wyszli z grupy tylko z 1 zwyciestwem, odpadli zaraz potem po słabym dwumeczu z Realem (0:4)
16-17 – playoff, De Rossi robi zamach na goscia z Porto, dostaje czerwo i wyrzuca nas z champions, potem odpadamy z Lyonem w LE.
2017-18 wyjątkowo dobrze poradzili sobie w grupie, ale przypominam że do legendarnego dwumeczu z Barcą by nie doszło gdyby nie krytyczna interwencja Peresa, bo Szachtar miał piłkę meczową. Zatem też gładko nie było w żadnym momencie.
Tamta Roma rywalizowała na wyższym poziomie w UCL, Dziś Roma nie gra przeciwko potęgom wiec ciezko to porównać, do tego dochodzi długosc ławki i intensywność. Mimo to dziś na pewno nie jest łatwym oponentem. Może własnie taka Roma tracąca mało goli byłaby w stanie stawić czoła Realowi czy Bayernowi. Ile meczów w tym roku Roma przegrała? Kto w tym roku wbił Romie wiecej niz jednego gola? Chyba tylko Bergamo Gasperiniego. Nie gramy w CL, ale szczerze mówiąc od czasu przejecia Romy przez Mourinho bardziej wierzę zdobycie jakiegokolwiek tytułu niż za Garcii, Spalla i EDF (tu dochodzi czynnik braku hegemona z Turynu). Tamta Roma miała osobowości, ale one w najważniejszych momentach potrafiły zawodzić. Dwie skontrastowane epoki, ale koniec konców liczą się trofea. A to, choć był to lichy pucharek 3 kategorii, podniósł ciapa Pellegrini, a nie DDR i Nainggolan
Najbardziej mdły zawodnik obecnego sezonu zaraz obok Dovbyka