Dziś mija ćwierć wieku od ostatniego mistrzostwa Romy. 17 czerwca 2001 roku nie był tylko dniem trzeciego scudetto, ale dowodem, że w Rzymie zwycięstwo wymaga jednocześnie wielkich piłkarzy, wielkiego trenera i prezydenta gotowego postawić wszystko na jedną kartę.
Francesco Totti. Gabriel Batistuta. Vincenzo Montella. Walter Samuel. Cafu. Vincent Candela. Fabio Capello. I oczywiście Franco Sensi. To tylko kilka powodów, dla których 25 lat temu Roma potrafiła odwrócić naturalny porządek rzeczy i wygrać trzecie scudetto w swojej historii. Ostatnie do dziś.
Tamta Roma była zbudowana z mistrzów albo, w najgorszym przypadku, z piłkarzy bardzo wysokiej klasy. Prowadził ją trener wielki, twardy i skupiony, który potrafił utrzymać kurs zarówno w chwilach kryzysu, jak i wtedy, gdy euforia mogła odebrać drużynie równowagę. Nad wszystkim czuwał prezydent zakochany w klubie, gotów zrobić wszystko, by tricolore wróciło do prawdziwej Romy po lecie 2000 roku, bolesnym dla każdego romanisty.
Już 6 czerwca 2000 roku Sensi i Roma położyli pierwszy kamień pod przyszły triumf. Prezentacja Gabriela Batistuty na Olimpico, przed wypełnioną Curva Sud mimo nieznośnego upału, była początkiem wielkiej układanki. Potem przyszli Samuel i Emerson, ale też zawodnicy mniej błyszczący, za to potrzebni: Zebina, Guigou, Balbo jako człowiek szatni. Roma wygrała, bo stworzyła grupę silną technicznie i mentalnie. Grupę, która już na początku sezonu musiała przyjąć ostrą krytykę po odpadnięciu z Pucharu Włoch, ale nie rozsypała się pod jej ciężarem.
Silny klub, silny trener, silni piłkarze. W Rzymie, gdzie pomoc z zewnątrz zwykle nie przychodzi, inaczej się nie wygrywa. Tak było w 1942 roku, tak było w latach 80., tak było w 2001.
Przez ostatnie 25 lat Roma kilka razy była blisko. Czasem zatrzymywała ją jakość rywala, czasem pech, czasem własne harakiri, jak w meczu z Sampdorią 25 kwietnia 2010 roku. Spalletti i Ranieri mierzyli się z Interem, który dominował we Włoszech i nie tylko we Włoszech, często mogąc liczyć na „pomoc” w chwilach potrzeby. Rudi Garcia trafił na Juventus dziewięciu scudetti z rzędu. Za każdym razem Roma mogła rywalizować o szczyt z tego samego powodu: miała mocną, czasem bardzo mocną drużynę i trenera, który potrafił nadać jej kształt. To nie jest matematyczna gwarancja zwycięstwa, ale nie istnieje romanistyczne zwycięstwo bez takiej formuły.
Roma nie zdobyła scudetto przez ostatnie ćwierć wieku, bo nie miała już tridente Totti–Montella–Batistuta prowadzonego przez Capello. Kiedy miała Nainggolana, De Rossiego, Džeko i Salaha, właściwego trenera znalazła dopiero w połowie sezonu, bo poprzedni cykl był już wypalony. Kiedy miała Juana, Mexèsa, Pizarro, Tottiego i Vučinicia, rywale mieli Maicona, Cambiasso, Adriano, Ibrahimovicia i Mourinho. A kiedy sam Mourinho przyszedł do Romy, wygrał europejskie trofeum, a drugie zostało mu odebrane, ale pracował z drużyną silną, lecz nawet z daleka nieporównywalną z tą z 2001 roku.
Tamta Roma była idealną alchemią. Każdy mechanizm wskoczył na swoje miejsce, wszystkie planety futbolu ustawiły się w jednej linii. To była drużyna, która w Parmie odwróciła mecz w dziewięć minut, choć wcześniej zmarnowała rzut karny i przegrywała. Drużyna, która została dogoniona w 94. minucie derbów, a tydzień później w Turynie, z Juventusem, przegrywała 0:2 już po sześciu minutach, by doprowadzić do remisu i przyszyć sobie pół scudetto do koszulki. Miała jakość na sprzedaż, ale też odwagę, charakter i bezczelną osobowość w każdej formacji.
Aldair, Zago, Delvecchio, Di Francesco, Assunção, Cristiano Zanetti. Nawet ci, którzy grali mniej, byli naturalnymi liderami. Wszyscy, absolutnie wszyscy, byli funkcjonalni wobec jednego celu: sprowadzić scudetto do Rzymu, na koszulki Romy.
Nie ma innej drogi, by znów przeżyć takie emocje. Są odległe w czasie, ale w pamięci wciąż pozostają ostre i czyste. Jasność tamtego 17 czerwca przebija ograniczenia technologii i jakości nagrań z epoki. Widać ją nadal, jakby tamten dzień nie należał do przeszłości, tylko do jakiegoś wiecznego romanistycznego teraz.
Nie wiemy, kiedy znów zaśpiewamy: „To my, to my, mistrzowie Włoch to my”. Wiemy jednak, że dziś Roma ma bardzo dobrego trenera i drużynę mocną, choć wciąż do poprawienia. W sezonie 1999/2000 zajęła szóste miejsce. Wystarczyło dodać trzech mistrzów i kilku wartościowych ludzi do pracy, by rok później zdominować najlepszą ligę świata.
Minęło 25 lat. To dużo, zdecydowanie za dużo. Ale nie ma nic groźniejszego niż głodny wilk.
Komentarze
To teraz biorę po 500 zł z konta każdej drużyny i słucham państwa: co musi się wydarzyć, żeby Roma zrobiła 4. mistrzostwo na stulecie? 🥲
Greenwood, Pulisic, Dodo i jeszcze ze dwa nazwiska :-P Przy zachowaniu większości składu (Soule byłbym skłonny poświęcić).
Serie A jest najsłabsza od lat. Wystarczy zamiast bawić się w eksperymenty transferowe jak to rzymscy dyrektorzy robią od lat, zainwestować w solidnych graczy z marką. Niestety widzę że kierunek jest taki sam jak w poprzednich latach.
Nie brać odpadów z PSG z gigantyczną pensją jak robimy regularnie od lat. I sportowo i finansowo jest to porażka. To taki pierwszy krok :P
ja myślę, że 1. Greenwood zamiast Soule. 2. Głębia składu. 3. Liczenie, że Inter będzie miał gorszy sezon. Chivu to żółtodziób. Im dalej w las, tym może być trudniej utrzymać poziom.
hako Greenwood to dramatyczny pomysł, bardzo się obawiam tego ruchu, myślę że będzie to coś w stylu Mbappe w Realu. Lepiej kupić kogoś z trochę gorszymi liczbami, ale z normalnym charakterem.
Jakoś w to nie wierzę. Gasp o niego zabiega znając jego charakter. Wykurzył już Ranieriego, nie dałby sobie wejść na głowę.
Nie chodzi mi o to że wejdzie na głowę Gaspowi, bo w to nie wierzę – bardziej chodzi mi o to że przez niego szatnia zrobi się toksyczna.
OM to wybuchowe środowisko i podobnie szukanie kozłów ofiarnych jak cos nie idzie. U nas są chyba większe nazwiska, liderami szatni są Paulo i senatorowie, którym profesjonalizmu nie wolno odmówić. Ciężko ocenić jak się Mason wpasuje.
Mam jeszcze wycinek PS z artukułem kupionym w poniedziałek po zdobyciu scudetto z tytułem: Niedziela Cudów i oryginalny CD ze wszystkimi meczami Romy z tego sezonu :)
Kolejne!