|
Kompromitacją
zakończyło się niedzielne spotkanie Romy z Livorno. Będący
na ostatnim miejscu w tabeli goście wygrali w Rzymie 1-0,
grając w dodatku od 65 minuty w dziesiątkę. Podopieczni
Cosmiego wygrali po raz pierwszy w obecnych rozgrywkach i po
raz pierwszy od 20 spotkań w Serie A! Natomiast Giallorossi,
przegrali drugie ligowe spotkanie z kolei, tracąc wydaje się
- darmowe punkty.
Po nazwijmy to „udanym wypadzie do Anglii” (w końcu jeden
punkt osiągnięty w doliczonym czasie i po słabej grze można
uznać za sukces) trener Ranieri powrócił do „żelaznej”
jedenastki. I tak ze składu wypadli Andreolli, Okaka, i
Guberti, a pojawili się w nim Cassetti, Perrotta oraz
Vucinic. Do wyjściowego składu wróciłby zapewne też Pizarro,
jednak napotkał rano na bóle pleców, stąd nie pojawił się
nawet na ławce rezerwowych. W jego miejsce desygnowany do
gry został Faty. Stąd też Ranieri powrócił z płaskiego 4-4-2
do gry rombem w środku pola.
Takie rozwiązanie taktyczne nie przynosiło jednak przez
dłuższy czas korzyści, a na ciekawą akcję ze strony
gospodarzy trzeba było czekać aż do 22 minuty. Wcześniej gra
Giallorossich obfitowała w mnóstwo niecelnych podań
(przodował w tym elemencie Taddei) oraz w sporo strat piłki
przy nieudanych dryblingach (Menez i Vucinic). Niemoc
ofensywna drużyny przekładała się na frustrację i fatalne
uderzenia z dystansu. Tu jako pierwszy zapisał się w
statystykach w 4 minucie gry De Rossi. Giallorossi najbliżsi
zdobycia prowadzenia byli we wspomnianej 22 minucie. Riise
otrzymał doskonałe podanie ze środka pola, złamał linię
spalonego i popędził lewym skrzydłem. Mający sporo czasu do
namysłu Norweg wypatrzył świetnie wchodzącego z głębi pola
Perrottę. Niestety obsłużony dokładnym podaniem pomocnik
Romy nie potrafił pokonać z 5 metrów goalkeepera gości. Ten
odbiciem piłki nogami uratował Livorno przed utratą bramki.
Zespół Ranieriego próbował zareagować po raz kolejny w 27
minucie, ale dobre podanie Cassettiego zepsuł Vucinic, który
uderzając z woleja z 10 metrów nabił jedynie obrońcę. Po tej
sytuacji wszystko wróciło do normy, Giallorossi grali
nieporadnie w ataku, a goście czyhali na swoją szansę. Ta
nadeszła w 39 minucie. Zupełnie nie pilnowany były zawodnik
Romy – Tavano uderzył mocno z 13 metrów, nie dając Doniemu
szans na obronę. 0-1 i szok wśród obserwatorów spotkania.
Zawodnicy gospodarzy próbowali odpowiedzieć w 45 minucie,
ale uderzenie po ziemi Vucinica sparował na korner dobrze
ustawiony De Lucia.
Widząc nieporadność swoich kopaczy, z ratunkiem, podobnie
jak w Londynie szybko postanowił przyjść Ranieri, który na
początku drugiej odsłony gry zmienił Meneza na Gubertiego.
Młody pomocnik Giallorossich miał swoją okazję już przy
pierwszym kontakcie z piłką, jednak spychany przez obrońcę
uderzył z ostrego kąta metr od słupka. Chwilę później
wyrównać mógł Burdisso, jednak piłka po jego uderzeniu głową
minęła o centymetry słupek. Pierwszą być może decydującą
akcję spotkania zepsuł w 52 minucie Vucinic. Napastnik Romy
otrzymał dobre podanie ze skrzydła od Riise i będąc sam na
sam z bramkarzem na 10 metrze nie zdołał w ogóle trafić w
piłkę. Chwilę później Czarnogórzec po raz kolejny znalazł
się z futbolówką blisko bramki, tym razem jednak stojąc na
linii końcowej, zamiast podawać nie wiadomo dlaczego nabił
bramkarza. Ciężko było wytłumaczyć logicznie to, co stało
się w 57 minucie. Ponownie w bardzo dobrej sytuacji znalazł
się Vucinic, i w sytuacji sam na sam z bramkarzem oraz przy
asyście biegnącego z boku obrońcy trafił jedynie piłką w
boczną siatkę; w uderzeniu Czarnogórce widać było przy tej
akcji wyjątkową nonszalancję. Wyraźnie zdenerwowany Ranieri
zdecydował się po godzinie gry na kolejną zmianę. Za rzadko
dostającego piłki Fatyego wszedł Baptista.
W 64 minucie doszło do dosyć kuriozalnej sytuacji, w której
sędzia główny wyrzucił z boiska bramkarzagości , próbującego
wznowić grę od własnej bramki. Jak się później okazało De
Lucia dostał pierwsze „żółtko” za opóźnianie wprowadzenia
piłki do gry, natomiast na drugą kartkę „zasłużył” sobie
wybiciem innej piłki w trybuny, na których siedzieli kibice.
Na wydarzenia na boisku szybko zareagował Cosmi, który
wstawił do gry rezerwowego bramkarza. Chwilę później na
murawie pojawił się Pit, który zmienił Taddeiego. Zmianę tą
można było zinterpretować jako wyraz frustracji oraz brak
pomysłów ze strony trenera Romy. I rzeczywiście na
jakikolwiek koncept gry nie było stać tego dnia
Giallorossich. Mimo przewagi jednego zawodnika gospodarze
nie mogli przeprowadzić żadnej ciekawej akcji. Strzelać
próbowali Cassetti (po ziemi z 20 metrów) oraz Baptista (z
25 z wolnego), jednak za każdym razem futbolówka mijała
bramkę. Goście mogli „postawić kropkę nad i” w 82 minucie,
jednak podczas kontry Candreva źle przyjął piłkę, przez co
ułatwił Doniemu skuteczne wyjście z bramki. Dobrą okazję
miał 2 minuty później Baptista, gdy uderzał niekryty z 15
metrów, jednak nastrzelił jednego z obrońców. Swoich sił
próbował też w końcówce Cassetti, ale piłka po jego strzale
głową przeleciała pół metra nad poprzeczką. Wartą
zapamiętania sytuację Giallorossi stworzyli w 89 minucie.
Mexes uderzył wówczas lekko w środek bramki i był to zarazem
pierwszy celny strzał w tej odsłonie gry! Nie zasługujący na
cokolwiek w tym meczu piłkarze Romy, mogli, jak to mają
ostatnio w zwyczaju wyrównać już w doliczonym czasie gry,
jednak piłkę po uderzeniu z 7 metrów Perrotty sparował na
korner Benussi.
Cóż mogę dodać na koniec od siebie? W tej sytuacji posłużę
się jedynie kilkoma statystykami, odnośnie zespołu rywala,
które doskonale podsumują to, co stało się dzisiaj w Rzymie.
Otóż po pierwsze, zespół Livorno wygrał w Rzymie po raz
drugi w historii (poprzednio miało to miejsce w latach
50-tych zeszłego stulecia). Po drugie drużyna Livorno przed
spotkaniem z Romą zaliczyła serię 20 spotkań w Serie A bez
wygranej z rzędu (7 remisów, 13 porażek) - 12 spotkań
kończących sezon 2007/2008 i 8 meczy obecnego sezonu. Po
trzecie, co oczywiste i wypływa z poprzedniego zdania,
podopieczni Cosmiego wygrali po raz pierwszy w tym sezonie. |