|
72 tysiącom
widzów zgromadzonych na Stadio Olimpico nie było dane
oglądać dzisiejszego dnia bramek. Szlagierowe spotkanie
pomiędzy Romą a Milanem rozczarowało i zakończyło się
remisem, który nie urządza żadnej z drużyn. Giallorossi
stracili pierwsze punkty na Olimpico od 28 października 2009
roku, gdy przegrali z Livorno. Zespół pozostaje jednak
niepokonany w Serie A od siedemnastu spotkań.
Zespół Romy wybiegł na murawę w mocniejszym składzie, niż w
ostatnich spotkaniach. Trener Ranieri mógł skorzystać bowiem
na powrót z usług J.Sergio i Pizarro, którzy nie grali
ostatnio z powodu urazów. Do kadry wrócił też Toni, który
usiadł na ławce rezerwowych. Z przodu, obok Vucinica
wystąpił Baptista. Giallorossi powrócili w tym spotkaniu do
gry czwórką w defensywie, stąd w wyjściowym składzie
zabrakło miejsca dla Mexesa. Na ławce rezerwowych usiadł też
Motta, a jako rywal dla Ronaldinho został wystawiony
Cassetti. Większe problemy z ustaleniem wyjściowej
jedenastki miał trener Milanu. Leonardo nie mógł skorzystać
w środku pola z zawieszonego za kartki Gattuso oraz
kontuzjowanego Seedorfa. Wakujące miejsce w środku pola
zajął Flamini. Z kolei z przodu z powodu lekkiego urazu nie
mógł zagrać będący ostatnio w znakomitej formie Pato. Trener
Rossonerich zdecydował się w tej sytuacji na bardzo odważny
ruch, ustawiając na prawym skrzydle Huntelaara. Na lewą
obronę powrócił Antonini.
Na Stadio Olimpico zasiadło po raz pierwszy od kilku lat
powyżej 70 tysięcy widzów. Zgromadzeni na trybunach tifosi
mogli sobie obiecać wiele po meczu, w końcu na murawie
spotkały się zespoły z możliwościami walki o Scudetto. Także
pierwsze minuty pojedynku wskazywały na to, że będzie to
bardzo emocjonujący pojedynek. Niestety, uprzedzając fakty,
dobra gra przeniosła się po kilku minutach na plan dalszy, a
główną rolę ogrywała kopanina w środku pola i gra na zero z
tyłu w wykonaniu obydwu zespołów. Wracając do początku
spotkania, pierwszą ciekawą sytuację zespół Giallorossich
stworzył już w 3 minucie. De Rossi minął przed polem karnym
Nestę i blokowany przez Thiago Silvę uderzył na bramkę
Abbiatiego. Niestety strzał był bardzo niecelny. Celnie na
bramkę Milanu uderzył 5 minut później Baptista. Brazylijczyk
posłał mocną piłkę z 25 metrów w kierunku słupka bramki,
jednak wyciągnięty jak długi Abbiati sparował futbolówkę na
korner.
Potem do głosu doszedł Milan, jednak wszystkie akcje
Rossonerich kończyły się wyjątkowo niecelnymi uderzeniami. W
15 minucie wysoko nad poprzeczką strzelał głową Borriello. W
23 minucie, także wysoko nad bramką strzelił z dystansu
Antonini, z kolei w 5 minut później Boriello uderzył z
ostrego kąta daleko od słupka. Począwszy od 10 minuty, aż do
końcowego gwizdka pierwszej połowy, nie istnieli z kolei
Giallorossi, których było stać jedynie na uderzenie po ziemi
Baptisty, gdzie piłka przeleciała dobre pięć metrów od
słupka. Bliżej podopiecznym Ranieriego było do wbicia piłki
do własnej bramki. W 37 minucie mocnym dośrodkowaniem
popisał się Flamini, a uderzona przez Burdisso głową z 7
metrów od bramki piłka, przeleciała metr nad poprzeczką. W
41 minucie Argentyńczyk otrzymał pierwszą w drużynie Romy
żółtą kartkę za faul na Borriello. Kiepską pierwszą odsłonę
gry w wykonaniu obydwu zespołów zakończył uderzeniem z
dystansu na wiwat Flamini.
Drugą odsłonę gry od zdecydowanych ataków rozpoczęli goście.
Już w 47 minucie do trudnej interwencji został zmuszony
Julio Sergio, jednak okazało się, że był spalony. 2 minuty
później błąd w polu karnym popełnił Riise, a piłka dostała
się pod nogi Flaminiego. Francuz uderzył mocno z ostrego
kąta, jednak futbolówka przeleciała daleko od bramki.
Najlepszą jak do tej pory sytuację zespół Leonardo stworzył
w 54 minucie gry. Wówczas Pirlo obsłużył świetnym podaniem
Boriello i zrobiła się sytuacja dwóch na dwóch. Napastnik
Milanu minął na wysokości boku pola karnego Juana i wbiegł w
szesnastkę. Zamiast podawać wcześniej do nie pilnowanego
Huntelaara, poczekał i zdecydował się na uderzenie z ostrego
kąta. Na szczęście uderzenie zablokował w ostatniej chwili
Burdisso i piłka wyleciała na korner. W 58 minucie pierwszą
i jak się okazało jedyną zmianę w tym meczu wykonał Ranieri,
który wstawił Toniego za Baptistę. Rosły napastnik wrócił na
boisko po szczęściu tygodniach przerwy związanej z urazem
łydki.
W 70 minucie drugi celny strzał w tym meczu, a pierwszy w
tej połowie oddali Giallorossi. Futbolówka po uderzeniu z
dystansu Perrotty z trudem dotoczyła się w rękawice
Abbiatiego. Jedyną sytuację podbramkową podopieczni
Ranieriego stworzyli 3 minuty później. Riise dośrodkował ze
skrzydła na głowę Vucinica, a ten spróbował uderzenia po
długim rogu. Strzał był jednak nieprecyzyjny i piłka
przeleciał metr od słupka. W 78 minucie na uderzenie z
dystansu zdecydował się Pizarro, ale piłka poleciała daleko
od bramki. W końcówce do głosu doszli ponownie goście.
Najpierw w 81 minucie Ronaldinho uderzył głową z 5 metrów
daleko od słupka. 7 minut później piłkę zgubił przed polem
karnym De Rossi, Pirlo wrzucił dokładnie na czwarty metr na
głowę Huntellara, jednak ofiarną interwencja Burdisso,
spowodowała, że Holender fatalnie przestrzelił. Gdy wydawało
się, że sędzia gwizdnie na zakończenie spotkania, na
uderzenie z dystansu zdecydował się Riise. Norweg huknął
potężnie, a lecącą w środek bramki piłkę przebił z trudem
nad poprzeczką Abbiati.
Tak oto, po serii bez przegranych w oficjalnych spotkaniach
i serii ligowych zwycięstw zakończyła się też seria domowych
wygranych w Serie A. Remis nie dał dziś wiele ani jednym,
ani drugim. W niedzielę gra bowiem na własnym boisku Inter,
który może odskoczyć Milanowi na sześć, a Romie na dziewięć
oczek. Niewiele dał Giallorossim powrót do składu Pizarro,
gdyż innym graczom zabrakło w tym meczu zdecydowanie
świeżości. Drużyna gra od dwóch miesięcy praktycznie w tym
samym składzie, a tu pojawia się wciąż 13-14 tych samych
nazwisk. Nie licząc wymuszonych roszad (kontuzje, kartki),
przed meczem pojawiają się jedynie znaki zapytania o
obsadzenie prawej strony defensywy, a także miejsca za
plecami napastnika. Pojawianie się w składzie Mexesa, Meneza,
Cerciego czy nawet Brighiego możemy uznać obecnie jedynie za
"epizody".
Za tydzień zespół Ranieriego czeka trudny wyjazd do Livorno.
Zespół Amaranto formą co prawda nie grzeszy, a przed
jutrzejszym spotkaniem nie wygrał od siedmiu meczy, jednak
walczy obecnie o utrzymanie i potrzebuje każdego punktu. Z
kolei Milan zagra u siebie z Chievo. |