|
Udało się!
Giallorossi w końcu zdobyli komplet punktów, przerywając tym
samym serię trzech ligowych porażek z rzędu. Zespół
Ranieriego pokonał na Olimpico Bolognę, a bramki zdobyli
Vucinic i Perrotta którzy zaliczyli pierwsze trafienia w
obecnych rozgrywkach. Giallorossi pozostali na 14 pozycji w
tabeli, odrabiając jednak straty do kilku zespołów.
Tak, jak przypuszczano, pod nieobecność Tottiego, Ranieri
desygnował do składu ponownie jednego napastnika. Szansę na
przełamanie otrzymał po raz wtóry Vucinic, którego wspomóc
miał najdalej wysunięty w linii pomocy Menez. Pod
nieobecność Taddeiego, na prawym skrzydle pojawił się
Perrotta, który w spotkaniu z Udinese grał za plecami
napastnika. Innych zawieszonych czyli De Rossiego i
Cassettiego zmienili w składzie Pizarro i Motta. Chilijczyk
wrócił do składu po kontuzji pleców, która wyeliminowała go
z ostatnich dwóch spotkań, natomiast Motta zdołał wykurować
się szybko po urazie odniesionym w środowej potyczce z
Udinese. Na pozostałych pozycjach nie było zmian. Po raz
drugi z rzędu, pod nieobecność Burdisso na środku defensywy
zagrała para Mexes-Juan. Na lewą falnkę powrócił Riise.
Pierwsza połowa spotkania była bliźniaczo podobna do tej z
meczu z Livorno. Giallorossi sporadycznie atakowali, a
rywale kontrowali i zdobyli jako pierwsi bramkę. Po jednej z
kontr Valiani znalazł się w 7 minucie na dosyć dobrej
pozycji strzeleckiej, jednak naciskany przez Mexes uderzył
po ziemi w sam środek bramki. Giallorossi pierwszą okazję do
zdobycia gola mieli 2 minuty później. Do piłki ustawionej na
30 metrze podszedł Riise, jednak uderzył fatalnie daleko od
bramki. W 11 minucie dobrym uderzeniem z dystansu popisał
się Vucinic, jednak strzelił w sam środek, przez co ułatwił
bramkarzowi dokonanie skutecznej interwencji. Viviano
sparował futbolówkę przed siebie, a obrońcy wybili ją na
korner. W 19 minucie dobrą okazję zmarnował Menez. Francuz
zagrał tzw. „klepę” z Perrotta, jednak będąc na 10 metrze
zbytnio się odchylił i uderzył wysoko nad poprzeczką. Na
kolejną sytuację trzeba było czekać blisko 10 minut. Wówczas
po raz drugi do rzutu wolnego podszedł Riise (tym razem 20
metrów od bramki) i uderzył mocno w swoim stylu. Lecącą z
dużą prędkością piłkę, nogami na rzut rożny wybił bramkarz
gości.
Nieliczne niewykorzystane sytuacje zemściły się na drużynie
gospodarzy w 32 minucie. Wówczas wzorową kontrę
przeprowadzili gracze Rossoblu. Wszystko zaczęło się jednak
od fatalnej straty Pizarro w środku pola. Futbolówkę przejął
Mingazzini, podał do nie pilnowanego Di Vaio, a ten wbiegł w
pole karne i będąc w sytuacji sam na sam z Donim oddał piłkę
na drugą stronę do lepiej ustawionego Adailtona. Były
piłkarz Hellas Verona nie miał żadnych problemów z wbiciem
piłki do pustej bramki i było 0-1. Taki wynik nie zrobił
większego wrażenia na kibicach, którzy spodziewali się
straconej bramki. Tifosi Giallorossi nie spodziewali się
jednak tego, co stanie się 3 minuty później. Otóż piłkarze
Romy zdołali dosyć szybko wyrównać, a w dodatku strzelcem
gola okazał się Vucinic, który nie trafił w tym sezonie
ligowy m do siatki, a ostatnią bramkę zdobył 3 miesiące
temu. Czarnogórzec wykorzystał zamieszanie w polu karnym
rywala i będąc niespodziewanie w sytuacji sam na sam z
Viviano, pokonał go uderzeniem z 8 metrów. Warto dodać, że
sędzia powinien zatrzymać całą akcję, gdyż chwilę wcześniej
ręką zagrał Perrotta. Było 1-1. Trzy minuty później
napastnik Romy stał się antybohaterem jednej z akcji i za
próbę wymuszenia rzutu karnego ujrzał żółty kartonik. To
spodobało się wyraźnie Di Vaio, który chwilę później
postanowił skopiować wyczyn Vucinica, co także nie umknęło
oku sędziego. Pierwszą połowę „zakończył” strzał tuż obok
słupka Motty.
Druga odsłona gry, rozpoczęła się po stronie Giallorossich,
co jest ostatnio tradycją; od zmiany. Za prawdopodobnie
kontuzjowanego Juana na murawie pojawił się Andreolli. Od
samego początku na murawie zaczęła rysować się przewaga
gospodarzy. Pierwszej w tej połowie dobrej sytuacji nie
wykorzystał w 48 minucie Vucinic, który nie wiedzieć czemu
próbował przelobować z 10 metra stojącego na linii bramkowej
goalkkepera gości. Najważniejszą, jak się później okazało w
tym spotkaniu akcję przeprowadził w 4 minuty później Menez.
Młody Francuz wbiegł w pole karne Bologny i uderzył w swoim
stylu po ziemi. Zasłonięty jednym z interweniujących
obrońców Viviani nie widział dobrze piłki, przez co nie
potrafił jej złapać. Do „wyplutej” przez bramkarza piłki
dopadł w swoim dobry starym stylu Perrotta i bez problemów
przeniósł futbolówkę nad leżącym bramkarzem. Było 2-1, a
gracze Ranieriego po raz pierwszy od spotkania z Napoli
zdołali strzelić więcej niż jedną bramkę. Goli mogło być
więcej, ale piłkę po świetnym uderzeniu głową Vucinica po
równie dobrym prostopadłym podaniu od Pizarro przeniósł nad
bramką Viviano. Trzeba także pochwalić przy tej sytuacji
bramkarza Rossoblu, który popisał się świetną interwencją.
Od tej pory czyli w zasadzie przez ostatnie pół godziny
spotkania na murawie działo się naprawdę niewiele. Gracze
gości stracili wiarę w szanse na wyrównanie, grając
nieporadnie, z kolei Giallorossi decydowali się na
sporadyczne ataki. Po jednej z akcji w 70 minucie ładnie
głową uderzać próbował Andreolli, jednak został zablokowany
przez obrońców, podobnie jak 2 minuty później Brighi, który
przejął piłkę tuż pod polem karnym rywali, jednak nie miał
innych pomysłów na akcję niż natychmiastowe uderzenie na
bramkę. W 73 minucie doszło do podwójnej zmiany w obozie
Giallorossich. Niestety, ale z powodu kontuzji boisko
opuścić musiał rozgrywający świetną partię Motta, za którego
wszedł Cicinho. Z kolei Meneza zmienił Baptista.
Brazylijczyk próbował szczęścia w doliczonym czasie gry,
jednak jego uderzenie zablokowali obrońcy rywala.
Tak oto, po trzech porażkach z rzędu Giallorossi w końcu
sięgnęli po komplet punktów. Zwycięstwo w tym meczu było dla
graczy Ranieriego przede wszystkim sprawą honorową, gdyż w
przy innym wyniku mogliby nie wracać do domów. Poranne
petardy w czasie pobytu piłkarzy na zamkniętym obozie w
Trigorii zaserwowane przez kibiców, wyzwiska na treningach
pod adresem zawodników oraz gwizdy na przedmeczowej
rozgrzewce...tak oto, zresztą słusznie kibice podziękowali
graczom za ostatnie porażki. Na szczęście przynajmniej w
małym procencie Giallorossi odkupili dzisiaj swoje winy.
Pierwszego gola w tym sezonie w Serie A zdobył Vucinic,
który potrzebował do tego aż 10 spotkań. Czarnogórzec obok
Meneza i Motty był zresztą pierwszoplanową postacią tego
spotkania. Niczym Dr Jekyll i Mr Hide zagrał Perrotta - w
pierwszej połowie zaliczający mnóstwo strat, w drugiej
odsłonie gry prowadzący zespół ku wygranej. Słabszy występ
zanotowali Pizarro, Brighi i Guberti. Niestety, defensywa
Giallorossich po raz kolejny w tym sezonie nie zdołała
ustrzec się przed utratą bramki. Zespół Romy to jedyna
drużyna, która ani razu nie schodziła w tym sezonie Serie A
z zerowym kontem straconych goli. W dodatku urazów nabawili
się Juan i Motta, jak na razie nie wiadomo, czy to coś
poważnego.
Październikowo - listopadowy maraton czyli 7 spotkań w 22
dni powoli dobiega końca. Podopiecznym Ranieriego pozostało
dwa mecze, a potem dojdzie do dwutygodniowej przerwy
spowodowanej meczami reprezentacji. Wcześniej jednak, w
następną niedzielę Giallorossi zagrają na wyjeździe z
Interem. Z kolei w czwartek, w arcyważnym spotkaniu 4
kolejki Ligi Europejskiej podopieczni Ranieriego podejmą na
Stadio Olimpico - Fulham. |