|
Na Stado Lugi
Ferraris Roma musiała wczoraj uznać wyższość gospodarzy,
którzy pokonali ją 3-1. Wysoki wynik nie do końca oddaje
jednak przebieg meczu. Roma przegrała, nie po raz pierwszy w
tym sezonie. Ale tym razem nie była to chyba tylko jej
wina...
Giallorossi wyszli na boisko w ustawieniu
4-1-4-1, które sprawdziło się doskonale w meczu z Regginą. W
pierwszym składzie zagrali: Doni, Cicinho, Panucci, Loria,
Riise, De Rossi, Taddei, Brgh, Perrotta, Menez, Vucinic.
Skład taki nie był uwarunkowany jedynie taktycznymi planami
trenera, ale też licznymi kontuzjami, z którymi zmaga sie
zespól. Urazy złapane na reprezentacyjnych zgrupowaniach
ciągle leczą filary rzymskiej obrony, Juan i Mexes, nie w
pełni sił jest Aquilani, a Totti, na którego Spalletti czeka
może najbardziej niecierpliwie, znów narzeka na ból kolana.
Mimo pewnych problemów kadrowych Roma wyszła jednak na
stadion wypełniony 25 tysiącami kibiców pełna wiary w siebie
i zamiarem udowodnienia, że ostatnie zwycięstwo nie było
przypadkiem.
Gospodarze (w składzie: Rubinho; Biava,
Ferrari, Criscito; Rossi, Milanetto, Juric, Modesto ; Sculli
, Milito, Gasbarroni) niespodziewanie szybko objęli
prowadzenie. Już w czwartej minucie krosowe podane Jurica
dociera w pole karne, Sculli wyprzedza Riise i przy chyba
zbyt zachowawczym wyjściu Doniego umieszcza piłkę w siatce
ładnym technicznym uderzeniem prawą nogą. Roma rzuciła się
do odrabiania strat. W 6 minucie Riise próbuje uderzenia z
dystansu, ale trafia obok bramki. W odpowiedzi Genua
przeprowadza akcję, która kończy sie strzałem Scullego,
który po pięknej paradzie wybija Doni. W 22 minucie Taddei
próbuje pokonać bramkarza Genoi, ale odbita przez Rubinho
piłka ląduje za linią końcową.
W 28 minucie Romie
udaje się doprowadzić do remisu. Do wrzuconej w pole karne
przez Cicinho z rzutu wolnego piłki najwyżej wyskakuje
Daniele De Rossi. Jego strzał głową wybija bramkarz, ale
pomocnik Romy dokańcza dzieła i kolejnym uderzeniem wpycha
piłkę do siatki. Od tej pory szeregi Romy pozostają zwarte a
drużyna dąży do uzyskania prowadzenia. W 30 minucie Cicinho
uderza na bramkę, ale piłka przelatuje wysoko nad
poprzeczką. W 38 minucie żółtą kartką ukarany zostaje
Perrotta za faul w środku boiska na Gasbarronim. W 40
minucie Vucinc zostaje złapany na minimalnym spalonym po
podaniu Menez. Pierwsza połowa, w której piłkarze
Spallettiego mogą być z siebie dość zadowoleni, kończy się
wynikiem 1-1. W opinii niektórych mediów 45 minut w
wykonaniu Romy było najlepszymi do tej pory w obecnym
sezonie.
Drugą połowę Roma rozpoczyna w niezmienionym
składzie i od początku gra ofensywnie. Szczególne aktywny
wydaje sie De Rossi, który w 47 minucie uderza głową po
wrzutce z rzutu rożnego, a w 56 strzela z dystansu i
niewiele brakuje, by piłka trafiła do siatki. Próbuje także
Cicinho, który w 48 minucie trafia prosto w ręce bramkarza z
rzutu wolnego, a w 50 popisuje sie wrzutką w pole karne,
której jednak nie przecina żaden z Gallorossich. W 55
minucie Menez zostawia piłkę Vucinicovi, ale ten pozwala się
wyprzedzić obrońcy przeciwnika.
W 61 Genoa ponownie
wychodzi na prowadzenie. Po rzucie rożnym, który dla wielu
był mocno wątpliwy (Wydaje się, że Doni nie pozwolił piłce
wyjść za linię końcową), Riise wybija piłkę, która Juric
ponownie wrzuca w pole karne. Milito wybiega spośród
obrońców Romy (nie ma mowy o spalonym, który sygnalizuje
Doni) i z niewielkiej odległości uderza na bramkę. Na
reakcję Romy nie trzeba jednak długo czekać. W 66 minucie
Menez precyzyjnie podaje do wychodzącego na pozycje
Panucciego, który nie daje szans bramkarzowi Genoi. Piłkarze
Romy świętują wyrównującą bramkę, kiedy ku ich zdziwieniu
sędzia odgwizduje spalonego sygnalizowanego przez sędziego
linowego Basutto. Ten moment meczu jest dziś najgoręcej
dyskutowany. Spalletti podkreśla, że zmienił on całkowicie
koleje spotkania, Gasperini przekonuje, że był tylko
niewiele znaczącym epizodem. Corriere dello sport pracę
arbitra Brighiego wspomaganego przez Biasutto nazwał dziś
prawdziwą katastrofą...
Niedługo potem Roma zostaje
na boisku w dziesiątkę. Za faul w środku boiska (69 minuta)
na Palladino De Rossi otrzymuje drugą żółtą, a w
konsekwencji czerwoną kartkę. Wykluczenie niewątpliwie
sprawiedliwe wydaje się efektem nerwowości jaka zapanowała
na boisku po nie zaliczonej bramce. Zresztą, Daniele nigdy
do najspokojniejszych piłkarzy nie należał a arbiter Brighi
znany jest z tego, że rozdaje sporo czerwonych kartek. Pięć
minut późnej Menez popchnięty zostaje w polu karnym przez
Ferrariego, ale sędzia nie reaguje na domaganie sie rzutu
karnego. Czy słusznie, oceńcie sami.
Spalletti stara
się wzmocnić drużynę zmianami. W 76 minucie Okaka zastępuje
Taddeiego, w 77 Aquilani wchodzi za Perrottę, a w 83
Montella zmienia Meneza. Desperackie posunięcia nie
przynoszą efektu, choć Roma, mimo że w mniejszości, do końca
ambitnie walczy. Rażą czasem nieporadne zagrania (Aberto...)
i głupie straty, ale woli walki piłkarzom odmówić nie można.
Ataki Okaki czy Vucinica niejednokrotnie powodują spore
zamieszane w szeregach obronnych Genoi. W 85 minucie
Aquilani uderza głową po wrzutce Cicinho, ale piłka
przechodzi wysoko nad bramką. Skupiona na ataku Roma
nadziewa się w końcu na kontrę Genoi, która przesądza o
wyniku meczu. Długie podanie prawą stroną Marco Rossiego
trafia pod nogi Palladino. Ten podaje do Milito, który
uprzedza Lorię i pokonuje Doniego.
To kolejna brzydka
porażka Romy w meczu wyjazdowym. Patrząc na całość spotkania
należy stwierdzić, że Roma nie zagrała tak, jak tego wymaga
sytuacja. Wymagano od nich potwierdzenia powrotu do formy, o
którym świadczyć miało zwycięstwo z Regginą, i zadane to nie
zostało zrealizowane. Można przypomnieć o licznych
nieobecnych, można skupić sie na błędach sędziego, których
nikt nie zamierza negować. To jednak nie może być
usprawiedliwieniem. Trener Spalletti stwierdził kiedyś, że
prawdziwie wielka drużyna umie grać nawet pozbawiona swych
gwiazd przez kontuzję i wbrew sędziowskim niedociągnięciom.
Wczoraj Roma tego nie potrafiła. Tryby Romy zacięły się i
trzeba prawdziwego wysiłku, by znów zaczęły normalnie
pracować. Sześć bramek straconych w dwóch wyjazdowych
meczach to zdecydowanie za wiele i trzeba coś z tym
koniecznie zrobić. Czy jeśli na Stadio Ferraris nie byłoby
arbitra Brighiego, rezultat byłby inny? Być może tak. Ale to
nie zmienia faktu, że Roma musi zacząć grać lepiej, jeśli
nadal marzy o czołówce tabeli i europejskich pucharach w
przyszłym sezonie.
Po meczu w Genoi Roma ma pewne
wymówki, ale nie wystarczą ona pełne alibi. Za cztery dni
Giallorossi zmierzą się na Olimpico z Atalantą, która
pokonała wczoraj Cagliari 1-0 i znajduje się po 4 kolejkach
w czołówce tabeli. Trzeba stawić czoła smutnej prawdzie i
przyznać, że to nie Roma będzie faworytem tego spotkania... |