|
Na inaugurację 2 kolejki Serie A zawodnicy AS Romy przegrali
po bardzo słabym meczu w pełni zasłużenie 1:3.
Przed tym spotkaniem coach AS Romy - Luciano Spalletti -
miał niezwykle trudny orzech do zgryzienia. Z różnych
powodów w meczu nie mogli wystąpić: Juan, Mexes, Perrotta,
Totti oraz krótko przed meczem wypadł jeszcze Vucinic. W
związku z wyżej wymienionymi absencjami Spal na środku
obrony ustawił Lorię z Panuccim, na prawej stronie defensywy
wystąpił Cicinho. Poza tym zobaczyliśmy powracającego po
dłuższej przerwie Rodrigo Taddei oraz (co było dosyć dużym
zaskoczeniem) Okakę, który miał wspomagać jedynego
napastnika Julio Baptistę.
Tak przemeblowana ekipa Spallettiego ruszyła do boju o
pierwsze trzy punkty w bieżącym sezonie. I początek był
naprawdę niezły, aby nie powiedzieć, że wręcz znakomity. Od
pierwszego gwizdka arbitra goście przejęli inicjatywę i
przyparli zawodników Palermo do muru. W 6 minucie
zobaczyliśmy pierwszą "setkę" naszych graczy - znakomicie
piłkę z rzutu wolnego zakręcił Baptista, ta odbiła się od
słupka i spadła wprost pod nogi Aquilaniego. Ten, mając
pustą prawie całą bramkę, strzelił lekko wprost w Amelię,
który znajdował się bliżej prawego słupka swojej bramki. Co
się odwlecze, to nie uciecze. Dwie minuty później piękna
akcja kombinacyjna - Okaka do Aquilaniego, ten do Okaki,
Okaka świetnie podaje piłkę obok bezradnego bramkarza
Palermo wprost do Baptisty, a ten mając pustą bramkę przed
sobą wyprowadza Romę na prowadzenie. Gol jak najbardziej
zasłużony dla Giallorossich.
Zamiast wykorzystać słabą grę Palermo w pierwszym kwadransie
i postarać się o drugą bramkę, Romaniści całkowicie oddali
inicjatywę gospodarzom. A ci nie potrzebowali za wiele
czasu, aby to spożytkować. W 18 minucie wprawdzie Cavani
zdobył bramkę dla Palermo, jednak sędzia dopatrzył się
pozycji spalonej Argentyńczyka. 2 minuty później nie było
już najmniejszych wątpliwości - Miccoli znakomicie zakręcił
piłkę sprzed pola karnego i zerwał pajęczynę w bramce
Doniego. O ile do naszego goalkeepera nie można mieć
najmniejszych pretensji za tą bramkę, to zastanawiające
jest, że żaden z obrońców nie próbował zablokować tego
strzału.
Parę minut późnej Cavani ponownie znalazł się w sytuacji 1:1
z naszym bramkarzem, tym razem Doni znakomicie wybronił
strzał gracza Palermo. W odpowiedzi na tę sytuację bliska
zdobycia bramki była Roma. Taddei dostał piłkę na 11 metrze,
jego strzał okazał się jednak niecelny. Jak się później
okazało, była to jedyna godna uwagi akcja Brazylijczyka w
całym spotkaniu.
Na 10 minut przed końcem pierwszej połowy fatalna informacja
dla sympatyków Giallorossich. Po jednym ze starć za kark
złapał się Daniele De Rossi i musiał zostać oddany w ręce
masażystów. Wprawdzie bohater środowego meczu przeciwko
Gruzji powrócił na boisko, jednak już po następnej akcji
zaczął pokazywać konieczną zmianę. Najprawdopodobniej nasza
"16" nabawiła się jakiegoś urazu kręgów szyjnych. W jego
miejsce wszedł Matteo Brighi.
Wszyscy mieliśmy nadzieję, że podobnie jak w spotkaniu
przeciwko Interowi, Spal potrząśnie w szatni zawodnikami i w
drugiej części meczu zobaczymy inną Romę. Niestety, od
początku drugiej połowy to Palermo groźniej atakowało,
Romaniści ograniczyli się jedynie do niegroźnego strzału
Baptisty. Jak się konstruuję akcję przynoszącą bramki,
pokazali naszym graczom gospodarze w 56 minucie spotkania. W
środku pola w dziecinny sposób piłkę na rzecz Fabio Simplico
stracił Pizarro. Następnie Simplicio przez nikogo
nieatakowany popędził środkiem boiska, zagrał na lewą stronę
do Miccoliego, a ten ze stoickim spokojem przeniósł piłkę
nad interweniującym Donim. 2:1 dla Palermo jak najbardziej
zasłużone.
Poirytowany Luciano Spalletti ściąga bezbarwnego Taddei'ego,
a w jego miejsce wchodzi Jeremy Menez. Jednak pomimo tej
zmiany gra Romy bardziej przypomina poziom Serie C aniżeli
grę pretendenta do mistrzowskiego tytułu. Palermo natomiast
robi swoje rozbijając próby ofensywne gości już na 25
metrze. W 71 minucie na indywidualną akcję zdecydował się
Baptista, minął kilku obrońców, jednak gdy wychodził sam na
sam z Amelią, jak feniks z popiołów wyskoczył przed niego
Cicinho i strzelił leciutko wprost w bramkarza. Za taką
akcję numer "3" Giallorossich powinien spędzić przynajmniej
miesiąc w drużynie rezerw.
O tym, że niewykorzystane akcję lubią się mścić, wiadomo nie
od wczoraj. Tym razem trafiło to na Romę. Zaledwie minutę po
szarży Baptisty z kontrą wyszli gospodarze, Simplicio
znakomicie obsłużył Cavaniego, a ten skierował futbolówkę do
siatki obok bezradnego Doniego. W tym momencie stało się
jasne, że dziś na Sycylii Romaniści nic nie ugrają. Na
kwadrans przed końcem za Okakę, który poza asystą niczym
szczególnym się dziś nie popisał, wszedł Vincenzo Montella.
I ten oto zawodnik był najbliższy zdobycia kontaktowej
bramki. Wpierw próbował zaskoczyć nożycami Amelię, jednak
strzelił za lekko, a już w doliczonym czasie gry minimalnie
spudłował z ostrego kąta po wrzutce Pizarro. Może gdyby
Montella zagrał dziś od początku????
Reasumując zagraliśmy bardzo słabe spotkanie, dla
wtajemniczonych mecz ten do złudzenia mógł przypominać
ubiegłoroczną gehennę w Sienie, gdzie Romaniści przegrali
sromotnie 0:3. Środek obrony niepewny, po zejściu De
Rossiego całkowity brak kreatywności w środku pola, słaby
Aquilani oraz Pizarro, jeszcze słabsi Okaka oraz Taddei, na
końcu totalna pomyłka, czyli Cicinho. Baptista bardzo
aktywny, oprócz Doniego najjaśniejszy punkt drużyny. Bardzo
martwiący jest jednak fakt, że Palermo wygrało to spotkanie
zdecydowanie, pomimo że nie pokazało futbolu zwalającego z
nóg. Romaniści mają teraz poprawkę już we wtorek w Champions
League, mecz z mistrzami Rumunii musi jednak wyglądać o 180
stopni inaczej.
Jako małe pocieszenie przypomnę pewną sytuację - w grudniu
2005 roku Roma po równie kiepściutkim spotkaniu przegrała u
siebie z Palermo 1:2. Wówczas Spal zebrał wszystkich
piłkarzy na dwugodzinnej "męskiej rozmowie" i tak trafił do
zawodników, że ci wkrótce rozpoczęli serię 11 zwycięstw pod
rząd. Oglądając sobotnie spotkanie można było mieć
nieodparte wrażenie, że i tym razem taka "męska rozmowa"
jest koniecznie potrzebna. |