|
Dwie bramki
Tottiego i trafienie Meneza wystarczyły zaledwie do remisu w
wyjazdowym spotkaniu IV rundy eliminacji Ligi Europejskiej z
MFK Koszyce. Giallorossi prowadzili już 3-1, aby dać się
zepchnąć do obrony i stracić dwie bramki. Dzisiejsze gole
były dla Il Capitano szóstym i siódmym trafieniem w trzecim
oficjalnym spotkaniu tego sezonu. Rewanż za tydzień w
Rzymie.
Brak kontuzjowanych Baptisty, Vucinia i Okaki zmusił
Spallettiego do ustawienia zespołu z jednym wysuniętym
napastnikiem, czyli do gry w „ulubionym” ustawieniu 4-2-3-1.
Tottiego, bo o nim mowa, wspomagało ofensywne trio
Cerci-Brighi-Menez. Pojawienie się tego pierwszego stanowiło
jedyną niespodziankę w składzie na dzisiejsze spotkanie.
Zresztą Giallorossi zagrali niemal w identycznym
zestawieniu, jak w rewanżowym meczu z Gent (7-1). Na boisku
zabrakło jedynie Rodrigo Taddeiego, którego zmienił
wspomniany Cerci. Po raz drugi w wyjściowej jedenastce
wystąpił Andreolli. Na trybunach znalazła się ponad
dwudziestoosobowa grupa tifosich z Polski z dwoma flagami
ULP.
Początek spotkania był dosyć zaskakujący. O ile zwyczajowo
pierwsze pięć – dziesięć minut jest okresem wspólnego
„badania” z obydwu stron, o tyle tym razem było zupełnie
inaczej. Nie minęło 60 sekund, a bliscy zdobycia gola byli
Giallorossi. Motta „przłożył” piłkę na lewą nogę i uderzył z
dystansu. Bramkarz słowackiego zespołu odbił futbolówkę
przed siebie, a do piłki doskoczył Brighi. Niestety
ofensywny pomocnik Romy nie miał już miejsca na oddanie
precyzyjnego strzału, w czym wydatnie przeszkodził jemu
goalkeeper gospodarzy, piłka wylądowała w bocznej siatce. W
4 minucie na bramkę Romy ruszył zespół z Koszyc. Andreolli
wybił piłkę wprost pod nogi Skutki, a ten uderzył niecelnie
z około 10 metrów. Podobny błąd popełnił minutę później
Riise. Norweg, próbując interweniować w polu karnym wybił
futbolówkę pod nogi Milinkovica, a ten popisał się pięknym
strzałem lewą nogą z 18 metrów. Piłka odbiła się od łupka i
wpadła do bramki Rzymian.
Chwilę później mogło paść wyrównanie, ale będący na dobrej
pozycji De Rossi posłał piłkę obok słupka. W 10 minucie
świetnie piłkę w polu karnym gospodarzy wymienili Brighi i
Cerci. Akcja ostatecznie zakończyła się uderzeniem tego
drugiego, jednak lekko uderzona futbolówka poleciała w
środek bramki. W 18 minucie ponownie z dogodnej pozycji
uderzał Cerci, tym razem jednak nie zdołał nawet trafić w
bramkę. W 26 minucie sędzia Rasmussen pokazał pierwszy żółty
kartonik. Za faul na Milinkovicu wspomnianym upomnieniem
ukarany został De Rossi. W 31 minucie świetną akcję lewym
skrzydłem przeprowadził Menez, jednak dośrodkowanie Francuza
nie znalazło adresata. Atakujący coraz częściej Giallorossi
w końcu dopięli swego. Menez został sfaulowany w polu karnym
przez Kaminskyego, a sędzia wskazał na „wapno. Do piłki
podszedł Totti, który bez problemów pokonał bramkarza MFK
Koszyce. Remis.
Pierwsze minuty drugiej odsłony gry nie zapowiadały
czekających na nas emocji. W 50 minucie Spalletti zdecydował
się na pierwszą zmianę, za Cerciego wszedł Taddei. Chwilę
później było 1-2. Brighi podał do Meneza, a ten wymanewrował
balansem ciała obrońców i uderzył lewą nogą z 16 metrów.
Lecąca tuż nad ziemią piłka wpadła tuż koło słupka, piękna
bramka młodego Francuza. Nie minęło 60 sekund, a Giallorossi
mogli podwyższyć. Może nie dosłownie „Giallorossi” a obrońca
rywali, który po podaniu Riise do Tottiego skierował piłkę
do własnej bramki. Na szczęście dla gospodarzy, w bramce
przytomnie zachował się Schreng, który wybił instynktownie
nogami piłkę. Na kolejną ciekawą akcję musieliśmy czekać do
66 minuty. Totti „założył siatkę” jednemu z obrońców, wpadł
w pole karne i próbował uderzyć z ostrego kąta. I tym razem
przytomnie zachował się bramkarz gospodarzy, który zdołał
obronić uderzenie Il Capitano. Minutę później było 1-3.
Pizarro posłał świetne podanie na dojście do De Rossiego, a
ten będąc w polu karnym zagrał z pierwszej piłki do Tottiego.
Kapitan Romy będąc na 5 metrze sam na sam z bramkarzem, nie
miał problemów ze zdobyciem bramki. Piłka po uderzeniu z
woleja wpadła do bramki obok interweniującego bramkarza. Gdy
wydawało się, że zespół gospodarzy zrezygnuje przy wyniku
1-3 z ataków, sędzia podyktował dosyć dyskusyjną jedenastkę.
Mexes rzekomo sfaulował Viazanko, a jedenastkę na gola
zamienił Novak. W 73 minucie na boisku pojawił się Guberti,
który zmienił Meneza. Wyczuwający swoją szansę gospodarze
zaatakowali śmielej, za co zostali wynagrodzeni w 81
minucie. Novak, niczym rasowy drybler z Brazylii minął Mottę
i Taddeiego i będąc 10 metrów od bramki zdecydował się na
uderzenie. Piłka odbiła się po drodze od Andreollego, po
czym przeleciała nad wysuniętym z bramki Arturem. 3-3. Jakby
tego było mało, słowacki napastnik 2 minuty później był
bliski ustrzelenia klasycznego hat-tricka. Tym razem
przegrał pojedynek z Arturem, który zdołał wyjść z bramki i
„skracając kąt” sparować uderzenie zawodnika. W 84 minucie
Mottę zmienił Cassetti. 3 minuty później w dobrej sytuacji
znalazł się Taddei, jednak zbyt długo zwlekał z uderzeniem i
ostatecznie naciskany przez obrońców zdołał uderzyć lekko w
środek bramki.
Kolejne dobre występy Tottiego oraz Meneza, a także ich gole
nie dały zwycięstwa. Ogólnie dobry wynik (w końcu za tydzień
rewanż na Stadio Olimpico), nie napawa optymizmem przed
niedzielnym meczem z FC Genuą. Może nie tyle wynik, co słaba
gra obronna oraz chaotyczna gra z przodu, to główne
mankamenty "dzisiejszego" zespołu. Trzy stracone bramki z
zespołem będącym obecnie w ostatniej trójce słowackiej
ekstraligi dają na pewno do myślenia. |