|
Dosyć szybko
zakończyła się przygoda Romy z rozgrywkami Ligi
Europejskiej. Stawiani w gronie faworytów Giallorossi,
ulegli dwukrotnie drużynie Panathinaikosu Ateny i odpadli z
dalszej rywalizacji. Po porażce 2-3 w Atenach, drużynie
Ranieriego wystarczyła wygrana 1-0. Cel ten Giallorossi
wypełniali przez pół godziny, dopóki trzech bramek w sześć
minut nie zdobył zespół gości.
Obydwaj trenerzy stracili przed tym spotkaniem swoich
rozgrywających. Claudio Ranieri nie mógł skorzystać,
podobnie jak w ligowym meczu z Catanią z usług Pizarro.
Miejsce Chilijczyka w składzie zajął Brighi. Do pierwszej
jedenastki powrócił narzekający ostatnio na drobne problemy
z szyją i plecami Perrotta. Na prawym skrzydle trener
Rzymian postawił po raz drugi z rzędu na Ceriego. Na środku
defensywy pojawił się Mexes, a odpoczynek otrzymał Burdisso.
W bramce stanął po raz kolejny Doni. Z kolei trener Nioplias
musiał przemeblować ustawienie zespołu z powodu braku
Karagounisa. Były zawodnik Interu przyjechał do Włoch,
jednak złapał grypę i nie usiadł nawet na ławce rezerwowych.
W tej sytuacji goście grali momentami w ustawieniu 3-4-2-1,
przechodzącym w 5-4-1. Vyntra został ustawiony jako trzeci
środkowy obrońca, a na skrzydle pomocy/obrony pojawił się
Marinos. W wyjściowym składzie znalazł się też Salpingidis,
który pierwszy mecz obydwu zespołów rozpoczął z ławki
rezerwowych.
Jako pierwsi groźną akcję stworzyli goście. Spyropoulos
wrzucił prostopadłą piłkę do Cisse, Juan nie upilnował
Francuza, a ten nie trafił pięć metrów przed bramką czysto w
futbolówkę. Lekko muśnięta piłka przeleciała tuż obok
słupka. Giallorossi odpowiedzieli pięć minut później.
Vucinic przejął piłkę w środku pola i popisał się świetnym
rajdem, który zaprowadził go aż pod pole karne gości. Nie
blokowany Czarnogórzec uderzył z 18 metrów, jednak lecącą w
środek bramki piłkę bez trudu sparował przed siebie bramkarz
gości. Chwilę później tyle szczęścia jednak nie miał. Z
wolnego z 25 metrów uderzył Riise, piłka odbiła się po
drodze od obrońcy i wpadła tuż przy słupku. Giallorossi
prowadzili 1-0. Na kolejną sytuację trzeba było czekać do 24
minuty. Tym razem groźnie z dystansu uderzał zawodnik gości.
Siamo, bo o nim mowa strzelił techniczne tuż zza pola
karnego, a futbolówka minęła o centymetry słupek. W
kolejnych minutach gra przeniosła się do środka pola, a
sytuacji podbramkowych było jak na lekarstwo. Stąd też jedną
z nielicznych okazji mogły być stałe fragmenty gry. Takową
podopieczni Ranieriego mieli w 38 minucie. Riise uderzył
dokładnie z tego samego miejsca, jak na początku meczu, a
futbolówka przeleciała tuż obok długiego słupka.
W 40 minucie rozpoczął się dramat piłkarzy Romy. De Rossi
sfaulował w niegroźnej sytuacji w polu karnym Ninisa, a
sędzia podyktował jedenastkę. Tę pewnie na bramkę zamienił
Cisse. Sprawy skomplikowały się trzy minuty później. Ninis
zdecydował się na uderzenie z 25 metrów, a śpiąca jeszcze po
utracie pierwszej bramki defensywa Romy, nie zdecydowała się
na przeszkodzenie graczowi gości. Piłka po strzale greckiego
piłkarza wpadła tuż obok słupka i było 1-2. Prawdziwy szok
kibice i zawodnicy Romy przeżyli po kolejnej akcji
Panathinaikosu. Cerci stracił piłkę w środku pola i
rozpoczęła się kontra zespołu gości. Cisse urwał się
defensywie Giallorossich i wyszedł na sam na sam z Donim.
Francuz nie miał problemów z minięciem brazylijskiego
bramkarza i umieszczeniem piłki w siatce, zdobywając gola,
który praktycznie wyeliminował zespół Romy z dalszej
rywalizacji. Do awansu zespół potrzebował bowiem strzelenia
w drugiej połowie aż czterech goli.
Na drugą połowę podłamani gospodarze wyszli z Baptistą, a
bez Brighiego w składzie. Bramkę dającą nadzieję mógł
strzelić w 49 minucie Cerci. Młody skrzydłowy dostał piłkę
na 12 metrze od bramki, jednak niekryty, uderzył mocno lewą
nogą wprost w Tzorvasa. Kilkadziesiąt sekund później z piłką
w polu karnym gości znalazł się Vucinic, jednak został z
łatwością zablokowany przez Sarriegiego. W 54 minucie
pierwszą żółtą kartkę w obozie Romy zobaczył Taddei, który
sfaulował Ninisa. W 65 minucie na uderzenie z dystansu
zdecydował się Salpingidis, jednak piłka przeleciała metr
nad bramką. W końcu w 67 minucie, grający coraz lepiej w
ofensywie Giallorossi dopięli swego. Najpierw piłkę po
strzale Cerciego z 12 metrów wybili na rożny obrońcy, jednak
chwilę później nie upilnowali De Rossiego. Pomocnik Romy
wybiegł zza linii obrońców i dobił do pustej bramki strzał
Riise, sparowany chwilę wcześniej przez Tzorvasa. Tuż po
golu teren Ranieri puścił do boju Meneza, który wszedł za
zmęczonego Cerciego. Goście mogli podwyższyć na 4-2 i
zaoszczędzić sobie tym samym nerwów już w 70 minucie. Jednak
piłka po uderzeniu Katsouranisa trafiła w poprzeczkę, a
dobitkę z bliska Salpingidisa wybronił Doni. Im bliżej było
końca, tym szybciej wiarę w szansę na awans kończyli
Giallorossi. Zespół stworzył w ostatnim kwadransie zaledwie
jedną okazję, jednak piłki po podaniu Meneza nie zdołał
umieścić z pięciu metrów w bramce De Rossi. Kapitan
Giallorossich trafił w jednego z defensorów „Koniczynek”.
Tak oto zakończył się europejski sen Giallorossich. Stawiany
od początku w gronie głównych faworytów do zdobycia trofeum
zespół przegrał dosyć łatwo w dwumeczu i z kontynentalnymi
rozgrywkami żegna się, podobnie jak przed rokiem w okolicach
początku marca. Drużynie Ranieriego pozostała walka na dwóch
frontach. Tu sytuacja wyjściowa jest bardzo dobra. W Coppa
Italia zespół jest jedną nogą w finale, z kolei w Serie A
zajmuje trzecie miejsce z pięcioma punktami straty do
prowadzącego Interu. Aby jednak utrzymać dobrą pozycję w
lidze Giallorossi będą musieli sprężyć się w kolejnych
spotkaniach. Już w tą niedzielę zespół czeka bowiem
wyjazdowy pojedynek z Napoli, a za tydzień mecz z Milanem.
Na to pierwsze spotkanie do bramki powinien wrócić J.Sergio,
z kolei miejmy nadzieję, że na Rossonerrich powróci
przynajmniej jeden z dwójki: Totti-Toni. Podstawowym
priorytetem jest jednak powrót do składu Pizarro. Miejmy
nadzieję, że rozgrywający Giallorossich będzie gotowy do gry
na mecz z Milanem. |