
|

|

Ranga:
Puchar UEFA, 1/2 finału (rewanż), 1990/91
Data:
24 kwiecień 1991, środa
Miejsce:
Stadion Olimpijski w Rzymie
AS ROMA – BRØNDBY IF 2:1 (1:0)
1:0 – Rizzitelli 33’
1:1 – Nela 51’ - autogol
2:1 – Voeller 88’
ROMA:
Cervone – Berthold, St.Pellegrini, Aldair, Nela – Comi,
Desideri, Di Mauro, Giannini – Voeller (88’Gerolin), Rizzitelli.
Trener: Ottavio Bianchi.
BRØNDBY:
Schmeichel – Bjarne Jensen, Brian Jensen, Lars Olsen,
Rasmussen (75’Madsen) – John Jensen, Christofte, Henrik Jensen
(89’Elohor), Pingel, Vilford – Christensen.
Trener: Morten Olsen.
Sędziował:
Emilio Soriano Aladren (Hiszpania)
Widzów:
60.000
W sezonie 1990/91 fani Giallorossich mogli oglądać dwie, jakże
odmienne twarze swojej drużyny. Tą ligową – nieporadną, zastraszoną
oraz europejską – zdecydowaną, pełną polotu i odwagi.
Przed spotkaniami z Broendby rzymianie zajmowali w ligowej tabeli
dopiero 10 miejsce i, tak po prawdzie, bliżej było im do strefy
spadkowej, aniżeli do krajowej czołówki. Za to w meczach o Puchar
UEFA Roma przechodziła niezrozumiałą metamorfozę, wynagradzając
swoim fanom ligową przeciętność. Podopieczni Ottavio Bianchiego
odprawili z kwitkiem takie sławy jak Benfica Lizbona, Valencia,
Girondins Bordeaux i Anderlecht Bruksela. Reasumując – 7 zwycięstw i
jeden jedyny remis w wyjazdowym meczu – w Walencji. 18 goli
zdobytych i tylko 4 stracone! Połowa zdobyczy bramkowych dla Romy
była autorstwa niesamowitego Rudi Voellera (w tym 2 hat-tricki!). I
to prawie wszystko bez udziału dwóch ważnych zawodników:
obiecującego bramkarza Angelo Peruzziego oraz napastnika Andrea
Carnevale, którzy w październiku 1990 roku zostali przyłapani na
zażywaniu niedozwolonych środków dopingujących (afera Lupopill) i
zdyskwalifikowani na rok. Peruzzi odnalazł później formę w
Juventusie, stając się jednym z najlepszych graczy na swojej
pozycji, natomiast Carnevale już nigdy nie zyskał uznania
piłkarskich ekspertów.
Giallorossim na drodze do finału stanął tym razem rywal być może
mało atrakcyjny medialnie, lecz na pewno nieobliczalny, zdolny do
rzeczy wielkich. Duńczycy, świetnie prowadzeni przez legendarnego
Mortena Olsena pokonali w drodze do półfinału Eintracht Frankfurt,
Ferencvaros Budapeszt, Bayer Leverkusen i Torpedo Moskwa (po serii
rzutów karnych). Ostatni sukces w Moskwie Duńczycy zawdzięczali
przede wszystkim ich wspaniałemu goalkeeperowi – Peterowi
Schmeichelowi, który w decydującym momencie obronił dwie jedenastki.
Ale Broendby to nie tylko rewelacyjny bramkarz. Wprawdzie zespół
opuścił już Brian Laudrup, lecz Bent „Turbo” Christensen, Kim
Vilford oraz „klan” Jensenów także zapewnili drużynie odpowiednio
wysoki poziom gry.
W pierwszym meczu w Kopenhadze padł obiecujący wynik bezbramkowy, co
w dość otwarty sposób skłaniało kibiców Romy do marzeń o wejściu do
finału. Między tamtym meczem a rewanżem w Rzymie Roma zmieniła
właściciela – po styczniowej śmierci Dino Violi, jego żona oddała
stery klubu w ręce Giuseppe Ciarrapico (obecnego na Stadio Olimpico
razem z żoną zmarłego prezydenta). Człowieka, który zepsuł w klubie
co tylko się dało, jednak wtedy jeszcze nie zdążył rozpocząć swej
„brudnej roboty”.
To był chłodny i wilgotny wieczór w Rzymie. Sam półfinał był
spektaklem emocjonującym mimo, że do poziomu gry można było mieć
spore zastrzeżenia. Jednak najważniejsze, że Roma zagrała i
zwyciężyła wielkim sercem. Przez pierwsze pół godziny gry – oprócz
wzajemnych fauli – działo się bardzo niewiele. Zniecierpliwiona i
zmarznięta publiczność zaczęła w pewnym momencie gwizdać. Być może
owe gwizdy obudziły piłkarzy, ponieważ chwilę później Roma miała
pierwszą okazję do zdobycia gola. Rzut wolny, piłkę ustawił Desideri,
wycofanie na 25 metr do Neli. Obrońca Romy huknął z pierwszej piłki
tuż nad murawą, a jego strzał z wielkim trudem odbił Schmeichel.
Nadbiegającego Voellera ubiegł Vilford wybijając piłkę na rzut
rożny. Wykonawcą stałego fragmentu gry znów był Desideri – jego
dośrodkowanie w pole karne wybijają obrońcy gości wprost pod nogi…
Neli, który po raz wtóry uderza w to samo miejsce. Schmeichel
wyciągnięty jak struna znów wybił piłkę w lewą stronę, gdzie tym
razem znajdował się Di Mauro. Ten nie namyślając się dośrodkował
futbolówkę wprost na głowę Rizzitellego, a ten trafił z 3 metrów do
pustej bramki. 1:0 – na trybunach wszelki strach ustąpił miejsca
entuzjazmowi. Przed przerwą szczęścia próbowali jeszcze Voeller,
Desideri oraz Nela – jednak bez powodzenia.
W drugiej odsłonie Roma – wbrew myśli taktycznej Bianchiego – grała
swobodniej, ale i bardziej nonszalancko. Być może rzymscy gracze
zbyt szybko zobaczyli upragniony finał w zasięgu ręki? To musiało
się zemścić. W 61 minucie dośrodkowanie Briana Jensena z prawej
strony trącił Comi, a ratujący całą sytuację Nela wpakował piłkę do
własnej siatki. Teraz to zespół Broendby zaczął grać wyrafinowany
futbol. Roma natomiast za wszelką cenę chciała zdobyć zwycięską
bramkę. Blisko spełnienia marzeń byli kolejno: Desideri, Nela,
dwukrotnie Voeller i Rizzitelli. Jadnak najbliżej zdobycia gola był
Berthold, którego strzał głową po dośrodkowaniu Gianniniego
zatrzymał na linii bramkowej John Jensen. Górę brały nerwy – nikt
już nie liczył boiskowych kłótni, bójek i żółtych kartoników. W tak
trudnym momencie Roma potrafiła wykrzesać z siebie siłę, która
dawała kibicom wiarę.
Do końca zawodów zostały ledwie dwie minuty. Jeszcze jedno
dośrodkowanie w pole karne Duńczyków, znów odparte przez obrońców,
do piłki dopada Desideri i z wielką sportową złością strzela ile ma
sił w nogach. Schmeichel odbija piłkę przed siebie, a tam… Niczym
dwa wygłodniałe tygrysy dopadają do piłki Rizzitelli i Voeller.
Nieco szybszy był niemiecki snajper i strzałem pod poprzeczkę, przy
niewiarygodnej wrzawie trybun, wprowadza Romę do finału Pucharu
UEFA. Był to 10 gol Voellera w tyluż pucharowych meczach w tamtej
edycji. Dało to rzymskiej „9” tytuł najlepszego strzelca Pucharu
UEFA sezonu 1990/91.
|
|

|