|
"MISTRZ "KULEJĄCEJ" LIGI"
(20.04.2010)
Stała się rzecz niesłychana. Wydawało się pewne kolejne
mistrzostwo Interu Mediolan jest zagrożone i to, przez kogo?
Przez niedocenianą i marginalizowana początkowo Romę. Połowa
Mediolanu właśnie kipi ze złości, a może nawet cały.
Przecież oprócz słabnącego z tygodnia na tydzień Interu
poniżej oczekiwań gra także AC Milan.
Kibicom AS Roma wcale to nie przeszkadza. Wreszcie doczekali
się gry, na jaką zasługują. To jest gry skutecznej, bo wciąż
będę się upierał, że nie najładniejszej. Ale to dzisiaj
mniej ważne. Dla klubu, który walczy o lepszy finansowo los
potrzebne są zwycięstwa, punkty, a w konsekwencji zwiększona
frekwencja na trybunach. Dzięki niej do klubowej kasy
wpływają miliony euro. Podobnie zresztą jak z klubowych
pamiątek, które mam wrażenie znowu sprzedają się w większych
ilościach. A może być jeszcze lepiej, jeśli po 16 maja Roma
wciąż będzie na pierwszym miejscu w ligowej tabeli. Wtedy
tak jak w 2001 roku będzie można rozpocząć kolejną produkcję
gadżetów i koszulek z dumnym emblematem MISTRZ.
W tej pięknej perspektywie zasmuca tylko jedno. To nie
będzie mistrz, którym można by się chwalić w Europie. Włoska
piłka sukcesywnie traci na wartości, zarówno finansowo jak i
sportowo. Gdzie te czasy, kiedy w półfinałach Ligi Mistrzów
grały dwa zespoły z półwyspu apenińskiego? Odeszły w
zapomnienie. Dziś włosi mogą jedynie chwalić się Interem,
którego zwycięstwo nad Chelsea Londyn w 1/8 finału LM i tak
uznane zostało za sensację. Szczęściem mediolańczycy trafili
później na CSKA Moskwa, bo w innym razie obecność w czwórce
wcale nie była by taka pewna.
Jak bardzo skostniała Serie A pokazały przykłady pozostałych
tuzów tej ligi. Wspominany już AC Milan w 1/8 LM został
zdeklasowany przez Manchester United, a Juventus Turyn
ośmieszył się nawet w Lidze Europejskiej odpadając z
przeciętnym jak na ligę angielską Fulham. Roma na tym tle
także nie wypada najlepiej, bo czyż wypada drużynie
walczącej o mistrzostwo Włoch przegrywać dwumecz z
Panathinaikosem Ateny. Z pewnością nie.
Włoskie klubu, co raz szybciej rozstają się z europejskimi
pucharami tak, jak co raz szybciej i chętniej najlepsi
piłkarze rezygnują z gry w Serie A. Powód jak zwykle jest
ten sam pieniądze. Tych we włoskim futbolu ubywa z każdym
rokiem. W opublikowanym raporcie Deloitte’a na rok 2010
widać finansową przepaść, jaka dzieli włoskie kluby od Realu
Madryt, Barcelony Manchesteru United czy Bayernu Monachium.
Dochód za sezon 2008/2009 pierwszego na tej liście Realu
wyniósł 400 milionów euro. Najlepszego w tej klasyfikacji
włoskiego klubu Juventusu Turyn raptem 200 milionów, co dało
mu ósme miejsce w rankingu. Spadek dochodów zanotował AC
Milan a także AS Roma. Rzymski klub w porównaniu z
wcześniejszym sezonem zarobił o 27 milionów euro mniej i z
9. miejsca spadł na 12. Romę, choć nieznacznie wyprzedził
nawet Hamburger SV.
Piłka włoska ubożeje i brzydnie. Brakuje jej polotu i
elegancji, którymi jeszcze niedawno zachwycała. Na
trybunach, co raz częściej wieje pustkami, chyba, że klub
walczy o mistrzostwo. Włosi mówią o futbolu jak o religii,
ale mam wrażenie chętniej zasiadają przed telewizorami albo
grają w play-station.
W wirtualnym świecie zdobyć Puchar Europy jest zdecydowanie
łatwiej.
Grzegorz Mędrzejewski, TVP Sport
|