|
"196 CM NADZIEI"
(03.01.2010)
Podróżując po internetowych stronach w poszukiwaniu
dokładnego wzrostu Luki Toniego trudno jednoznacznie
powiedzieć ile tych centymetrów rzeczywiście ma. Jedni mówią
o zaledwie 193 inni o 194 a jeszcze inni o 196. Pozostańmy
przy tym ostatnim wyniku, zwłaszcza, że taki wzrost podaje
oficjalna strona tego napastnika.
Nota bene strona bardzo efektowna graficznie i muzycznie,
choć jak na razie oszczędna w informacje dotyczące transferu
do AS Roma. To jednak z każdym dniem a przynajmniej
tygodniem powinno się zmienić, bo przynajmniej połowa
rzymian żyje tym wypożyczeniem i bardzo liczy na Toniego.
Słowo wypożyczenie stawia jednak sporo znaków zapytania. O
kondycję i możliwości finansowe klubu, o tymczasowość
transferu Toniego do Romy, a także o powody, dla których do
niej trafił. Odpowiedzi każdy z nas będzie miał własne,
dlatego też i ja postanowiłem się podzielić własnymi
odczuciami w tym wyjątkowym momencie.
Pewne jest, że Toni był tani. To jest relatywnie tani jak na
piłkarza tej klasy. Na definitywny transfer zawodnika tego
pokroju Romy nie stać bez względu na to czy długi
Italpetroli i rodziny Sensich ktoś chce, czy nie chce wiązać
z AS Roma. Trzy miliony za pół roku gry to oczywiście nie
mała suma, ale Roselli Sensi odpadły gigantyczne koszty
transferu, które w obecnej sytuacji są nie do przeskoczenia.
Wypożyczenie dla wszystkich trzech stron Roma – Bayern –
Toni jest idealnym rozwiązaniem. Roma zyskuje super
snajpera, którego 38 goli w 56 występach (dwa sezony w
Bundeslidze) w barwach Bayernu robi wrażenie. To średnio
prawie 1,5 bramki na mecz. Nie wspominając już o jego
wyczynach w Palermo czy Fiorentinie. Bayern oszczędza na
pensji Toniego, którego w składzie i tak nie widzi trener
Louis van Gaal, a sam Toni wreszcie będzie mógł grać i może
zdąży na samolot do Republiki Południowej Afryki. Wszyscy
powinni być szczęśliwi. Powinni, ale czy będą?
To dziś stwierdzić równie trudno, jak z dystansu zmierzyć
Lukę Toniego. Forma włoskiego kolosa jest dużą niewiadomą, a
jeśli oceniać go miarą van Gaala, to można obawiać się
sporego niewypału. Jeśli jednak przyjrzeć się stylom gry,
jakie prezentują dziś Bayern i Roma, to wcale nie musi być
źle. Bayern za van Gaala gra piłkę opartą bardziej na
skrzydłowych niż napastnikach. Często stosuje rotację w
składzie, co wyraźnie nie podobało się Toniemu, który mimo
nieprzeciętnych umiejętności technicznych jest napastnikiem
oczekującym na podania, a nie kreującym grę.
Co innego Claudio Ranieri, którego pobyt na wyspach
brytyjskich najwyraźniej odcisnął mocne piętno na jego wizji
gry. Roma pod jego wodzą zdecydowanie częściej gra długimi
podaniami, jest więcej dośrodkowań i walki w powietrzu,
dlatego tak bardzo Ranieriemu zależało właśnie na Tonim. Do
tej pory na tej pozycji nie miał nikogo ( no może z
wyjątkiem Okaka Chuki), kto mógłby wykańczać dośrodkowania
od wbiegających bocznych obrońców, czy pomocników. Do tego
stałe fragmenty gry z Tonim w polu karnym będą zdecydowanie
groźniejsze niż do tej pory i na to także zapewne liczy
Ranieri. Niewykluczone, że podobnie jak niegdyś Emile Heskey
w Liverpoolu, tak Toni w Romie będzie miał za zadanie
zgrywać górne piłki do Tottiego, czy też wycofywać je do
dysponujących mocnym uderzeniem De Rossiego czy Pizzaro.
Styl Ranieriego oparty w dużej mierze na schematach a nie
improwizacji potrzebuje właśnie takiego, mimo wszystko
schematycznego napastnika, jakim jest Toni. To ostatni
klocek w układance trenera, który ma dać Romie siłę w ataku.
Jak tylko w te schematy wpisać Tottiego czy Meneza? To
pytanie pozostawiam bez odpowiedzi.
Grzegorz Mędrzejewski, TVP Sport
|