Sukcesy na "domowym podwórku". Addio Presidente...
Sezon 2006/07 potwierdził powyższe fakty. Wprawdzie przegrany w
haniebny sposób Superpuchar Włoch (prowadząc już 3-0,
Giallorossi ulegli Interowi 3-4!) mógł załamać
niejednego wiernego kibica, jednak czas pracował
na
korzyść ulubieńców Rzymu. Trafione transfery Maxa
Tonetto (rewelacyjna gra i debiut w „Squadra Azzurra” w
wieku ponad 32 lat!), Marco Cassettiego (idealny
zmiennik dla Panucciego) oraz przede wszystkim Davida
Pizarro, (jako defensywny pomocnik był w drużynie nie do
zastąpienia) już zaczęły owocować. Oczekiwania nieco
zawiódł jedynie napastnik Mirko Vucinić, który jednak na
boisko powrócił po długiej i ciężkiej kontuzji.
Dramatyczny sezon przeżyła wschodząca gwiazda drużyny –
Alberto Aquilani, który z powodu dwóch groźnych kontuzji
grał bardzo niewiele. Mimo to, chłopcy Spallettiego
zaczęli odnosić już pierwsze sukcesy – zespołowo oraz
indywidualnie. Wicemistrzostwo Włoch, zdobycie po raz
ósmy w historii klubu Pucharu Włoch (pogrom Interu w
Rzymie 6:2 i minimalna porażka w Mediolanie 2:1) oraz
dotarcie do ćwierćfinału Ligi Mistrzów (wyeliminowanie
Olympigue Lyon w 1/8 finału po wspaniałym meczu)
oznaczało najlepszy od wielu, wielu lat sezon w
wykonaniu Giallorossich, ale także spory zastrzyk
finansowy, który – jak powszechnie oczekiwano – miał być
umiejętnie spożytkowany podczas okresu transferowego
przed sezonem 2007/08. I faktu nie zmieniła nawet
wstydliwa porażka w ćwierćfinale Ligi Mistrzów w
Manchesterze z „Czerwonymi Diabłami” aż 1:7 (wcześniej
Giallorossi ograli MU w Rzymie 2:1). Do pełni formy po
przewlekłej kontuzji doszedł już Francesco Totti, który
– pomimo gry z metalową płytką w nodze – zanotował chyba
swój najlepszy sezon w karierze. „Il Capitano” spełnił
swe kolejne piłkarskie marzenie i z 26-ma trafieniami
został królem strzelców Serie A. Ale to nie wszystko –
wywalczył on także „Złotego Buta” – trofeum dla
najlepszego strzelca Europy! Warto dodać, że lider
Giallorossich podczas sezonu grywał w linii ataku –
bardziej jednak z konieczności (brak w zespole typowego
łowcy goli) aniżeli z predyspozycji. Dla wielu jedynym
minusem w postawie Tottiego była rezygnacja z gry w
reprezentacji Italii.
Sezon 2007/08 rozpoczął się dla podopiecznych Luciano
Spallettiego wspaniale. Jeszcze przed startem ligi
rozegrano w Mediolanie mecz o Superpuchar Włoch pomiędzy
mistrzem Włoch (Inter) oraz
zdobywcą
krajowego Pucharu (Roma). Jedynego gola meczu z rzutu
karnego – po faulu na Tottim – zdobył Daniele De Rossi.
Tym samym Giallorossim w pełni udał się rewanż na
Nerazurrich za porażkę rok wcześniej właśnie w meczu o
Superpuchar Włoch. Pierwsze trofeum sezonu 07/08
zaostrzyło tylko apetyty rzymskich kibiców na tak
wyczekiwane wielkie sukcesy. Otwarcie i do bólu, na
środku chodnika i za każdym rogiem omawiano szanse Romy
na tytuł mistrzowski a nawet triumf w Lidze Mistrzów.
Tym bardziej, że do drużyny dołączyło kilku światowej
klasy graczy: Cicinho (Real Madryt), Juan (Bayer
Leverkusen), Mauro Esposito (Cagliari) – z zespołem
pożegnał się jedynie Cristian Chivu, zresztą w dość
nieprzyjemnych okolicznościach. Jednak już na półmetku
rozgrywek Serie A wszystko wydawało się rozstrzygnięte –
pozycja wicelidera i aż 11 punktów straty do
rewelacyjnie grającego wówczas Interu Mediolan kazały
nawet największym optymistom powiedzieć „pas”. Tymczasem
w rundzie rewanżowej zaczęły się dziać rzeczy
zdumiewające. Roberto Mancini – trener Interu, poprzez
swój niewyparzony język oraz dziwne ruchy kadrowe
wprowadził do swojego zespołu powszechną nerwowość.
Mediolańczycy zaczęli – czasami w zupełnie niezrozumiały
sposób – tracić punkt za punktem. Obrońcom
mistrzowskiego tytułu pomocną dłoń – bardziej lub mniej
świadomie – podawali w wielu wypadkach także włoscy
sędziowie. Szaleńcza pogoń Giallorossich za czwartym w
ich historii scudetto – mimo gorącego poparcia prawie
całej Italii – zakończyła się niepowodzeniem. Jednak
emocje trwały do samej końcówki mistrzostw. Ba! W
przerwie meczów ostatniej serii spotkań to Roma była
mistrzem Włoch! Skończyło się niesmacznie – mistrzostwo
Włoch znów zdobył Inter, jednak odczucie niezasłużonej
porażki rzymian było powszechne, i to nie tylko w samym
Rzymie. Okazja do rewanżu na zespole mistrzów Włoch
nadarzyła się jednak już kilka dni później. Po raz
czwarty z rzędu – co stanowi światowy precedens – w
walce o Puchar Włoch stanęły naprzeciw siebie drużyny
Romy i Interu. Rzymianom dodatkowo bardzo zależało na
zdobyciu trofeum jako jego obrońcom. Było to widać
podczas zawodów na
Stadio
Olimpico w Rzymie (od tej edycji rozgrywano tylko jeden
mecz finałowy), gdzie podopieczni Luciano Spallettiego
nie dali większych szans „Nerazzurrim” i po skromnym,
lecz pewnym zwycięstwie 2:1 już po raz dziewiąty w swej
historii wznieśli w górę okazały Puchar. A konkretnie
uczynił to Francesco Totti, który sezon zakończył już w
kwietniu z powodu kolejnej groźnej kontuzji – tym razem
wiązadeł krzyżowych.
Trzecim frontem rozgrywek, gdzie swój udział zaznaczyła
Roma, była oczywiście Champions League. Szczególnie
głośnym echem w całej Europie odbiło się wyeliminowanie
w 1/8 turnieju naszpikowanego piłkarskimi gwiazdami Real
Madryt. Dwukrotne zwycięstwo 2:1, zarówno w Rzymie jak i
w Madrycie, musiało budzić szacunek rywali. Niestety, po
raz kolejny na drodze do półfinału stanął Manchester
United. Tym razem pogromu nie było, ale dwukrotna
porażka (0:2 na Olimpico oraz 1:0 na Old Trafford przy
„pudle” z karnego De Rossiego) pokazała, że
podopiecznych Spallettiego czeka jeszcze dużo ciężkiej
pracy by dorównać najlepszym w Europie. W szczególności
raził brak stabilnej formy przez dłuższy okres sezonu.
Jednak pieniądze zarobione przez klub w Champions League
znów pozwoliły działaczom Romy wzmocnić zespół
nietuzinkowymi graczami. Do wielkiej rzymskiej rodziny,
którą stworzył Spalletti dołączyli tym razem: norweski
lewy obrońca Liverpoolu John Arne Riise, napastnik Realu
Madryt Julio Baptista (po wielotygodniowych
negocjacjach) oraz 21-letni francuski talent Jeremy
Menez (AS Monaco). Z ubytków warto odnotować trwały
rozbrat z uwielbianym swego czasu w Rzymie Amantino
Mancinim, który wybrał drogę Chivu i trafił do Interu
Mediolan. Mateo Ferrariemu skończył się kontrakt i
wybrał ofertę FC Genoa, a Ludovic Giuly nagle źle poczuł
się w Rzymie i uciekł do Paryża (PSG). Blask w grze
przywrócić miało roczne wypożyczenie Mauro Esposito (Chievo),
który regularnie zawodził trenera. Z kolei Gianluca
Curci – bramkarski talent na miarę Tancrediego – by móc
się dalej rozwijać, musiał czasowo opuścić Giallorossich
i wybrał grę w AC Siena.
Rzymskie lato okazało się także gorące i smutne zarazem
– z początkiem maja regularnie przez 2 miesiące w prasie
włoskiej ukazywały się pogłoski o rychłej sprzedaży
klubu przez rodzinę Sensich nowemu inwestorowi. Na nic
zdawały się konsekwentne dementi rodziny Sensich. Prasa
każdego dnia informowała o nowych – jak się okazało, nie
mających pokrycia w faktach – rewelacjach. Pisano o
sponsorach z Ameryki oraz ze Zjednoczonych Emiratów
Arabskich. Gorące głowy rzymskich tifosich nie
wytrzymały takiej huśtawki nastrojów i przed siedzibą
klubu w Trigorii zorganizowano pikietę, na której
domagano się sprzedaży przez Sensich klubu w bogate, ale
i niepewne ręce. Włodarze Romy nie dali się jednak
złamać presji.
Niedługo później cały piłkarski świat obiegła bardzo
smutna wiadomość – po długiej i ciężkiej chorobie, 17
sierpnia 2008 roku zmarł powszechnie lubiany i szanowany
prezydent Romy, Franco Sensi. Tak więc sprawdziły się
jego słowa, w których zawsze zapewniał, że nie opuści
swojej Romy do końca życia. Dziesięć dni później decyzją
zarządu obowiązki prezydenta przejęła druga kobieta w
historii klubu, córka Franco – Rosella Sensi (pierwszą
kobietą-prezydentem krótkotrwale była żona Dino Violi,
Flora). 21. prezydent w historii Romy zapewnił o
kontynuacji drogi obranej wcześniej przez ojca oraz
upewnił kibiców, że Roma będzie z każdym rokiem
silniejsza. Z kolei prefekt Rzymu Gianni Alemanno
obiecał pomoc w budowie nowego stadionu dla Romy, który
miałby nosić imię zmarłego Franco Sensiego. Obiekt
miałby powstać w przeciągu najbliższych pięciu lat.