Koniec ery Fabio Capello
Lato 2004 zapowiadało się bardzo gorące… I było bardzo gorące!
Prawdziwa „bomba” wybuchła już pod koniec maja, kiedy to prasa
wykrzyknikami doniosła o odejściu
Fabio Capello z trenerskiej ławki
Romy. Gdzie? Do Juventusu Turyn!!! To był potworny cios w plecy tak
dobrze zapowiadającej się drużyny. Tym
bardziej, że Capello zabrał ze sobą dwóch kluczowych graczy
giallorossich: obrońcę Zebinę i defensywnego pomocnika Emersona!
Biorąc pod uwagę fakt, że do Realu Madryt już wcześniej udał się
Walter Samuel oraz wyjątkową podatność na kontuzję Christiana Chivu
można stwierdzić, że znakomity blok defensywny po prostu przestał
istnieć. Także linia pomocy – po odejściu wspomnianego już Emersona,
a także Brazylijczyka Francisco Limy – wymagała uzupełnień. Na
domiar złego, w jednym ze sparingów bardzo ciężkiej kontuzji nabawił
się Damiano Tommasi (przepowiadano nawet koniec kariery
sympatycznego Włocha). Rozpoczęły się gorączkowe poszukiwania
odpowiedniego trenera, albowiem odejście Capello było dla wszystkich
wielkim zaskoczeniem. Już jednak po kilku dniach dyrektor techniczny
Romy, Franco Baldini ogłosił nazwisko nowego szkoleniowca
żółto-czerwonych. Został nim Cesare Prandelli, były opiekun graczy
Parmy – młody, ambitny i utalentowany. Trzeba było jeszcze uzupełnić
skład, jednak klubowa kasa świeciła pustkami! Ostatecznie dzięki
nieprzeciętnym zdolnością menadżerskim Baldiniego do Romy zawitali:
wielce obiecujący obrońcy Matteo Ferrari (z Parmy) i Francuz
Philippe Mexes (z francuskiego Auxerre) oraz rozgrywający Chievo
Verona – Simone Perrotta. Ważna też była informacja o powrocie do
zdrowia Montelli, który – jak sam mówił – całe lato trenował jak
szalony. Z wypożyczeń wrócili również wychowankowie klubu: Alberto
Aguilani i Gaetano D’Agostino oraz Argentyńczyk Leandro Damian Cufrè.
Ale pech nie opuszczał Romy! Tuż przed startem Serie A z funkcji
trenera zrezygnował Prandelli, który przeżywał poważne problemy
rodzinne. Jego następcą został bardzo popularny w Rzymie Niemiec – Rudi Voeller, były gracz Romy w latach 1987-1992. Start ligi w
wykonaniu giallorossich był wręcz katastrofalny, choć inauguracyjne
1-0 z zawsze groźną Fiorentiną było obiecujące. Wielką dramaturgią
okrył się pierwszy mecz Ligi Mistrzów z Dynamo Kijów na Stadio
Olimpico. Po zakończeniu pierwszej połowy schodzący do szatni
arbiter meczu, Anders Frisk został zraniony w głowę metalowym
przedmiotem rzuconym z trybun. Mecz nie
został już dokończony, UEFA przyznała drużynie z Ukrainy walkower, a wszystkie następne mecze na Olimpico Roma musiała rozgrywać bez udziału publiczności. Nic więc
dziwnego, że w rozgrywkach pucharowych giallorossi również poczynali
sobie fatalnie! Rudi Voeller nie wytrzymał presji kibiców i
narzekając na brak zrozumienia ze strony piłkarzy, złożył dymisję!
Trenerska karuzela wciąż więc się kręciła! Tym razem ochotę
zapanowania nad rozbitym zespołem wyraził Luigi Del Neri, były
szkoleniowiec Chievo. Początki jego pracy z zespołem nie były
rewelacyjne, ale poukładanie na nowo zespołu wymagało trochę czasu.
Poza tym pracy Del Neriemu nie ułatwiała prawdziwa plaga kontuzji,
która dopadła graczy Romy (Chivu, Dacourt, Perrotta, Pelizzoli).
Także nieznośny charakter Cassano
negatywnie odbijał się na atmosferze w zespole. Jednak powoli
drużyna wychodziła z poważnego kryzysu, choć forma ciągle była
nieustabilizowana. Efektowne wygrane były przeplatane
niewytłumaczalnymi porażkami. Jednak seria czterech porażek z rzędu
przekreśliła także trenerską karierę w Romie Del Neriego! Następnego
dnia nowym „allenatore” został dotychczasowy trener młodzieży,
wieloletni gracz giallorossich – Bruno Conti. Ale czy człowiek z
„serca Romy” mógł opanować kryzys… W pewnym momencie całkiem realnie
drużynie zaczęła zaglądać w oczy degradacja do Serie B! Tak fatalnie
grającej Romy nie pamiętali nawet najstarsi kibice! Jednak…wszystko
dobre, co się dobrze kończy – ostatecznie 8. lokata na mecie sezonu
i…zakwalifikowanie się do europejskich pucharów satysfakcjonowało
dosłownie wszystkich! Nawet nikt nie miał specjalnych pretensji do
Contiego za przegrany z kretesem finał Pucharu Włoch (0-2 i 0-1 z
Interem). Warto również wspomnieć, że młodzieżowa drużyna Romy
wygrała ligę w swojej kategorii wiekowej, a więc przyszłość klubu
nie wyglądała najgorzej!