home forum relacje typer logowanie

Login:
Hasło:
zapamiętaj
rejestracja odzyskaj hasło
Poprzedni mecz

Chievo Verona vs AS Roma
Serie A - 38 kolejka
16.05.2010r. | Zobacz raport

Następny mecz

AS Roma vs ???
Koniec sezonu
??.??.2010r., godz. ??:??

Tabela ligowa
P Drużyna M Pkt.
1. Inter Mediolan 38 82
2. AS Roma 38 80
3. AC Milan 38 70
4. Sampdoria G. 38 67
5. US Palermo 38 65
 ---
Zobacz całą tabelę
 
Wyniki Serie A (36)
Pozostałe mecze 38 kolejki
Milan 3:0 Juventus
Lazio 3:1 Udinese
Parma 4:1 Livorno
Siena 0:1 Inter
Sampdoria 1:0 Napoli
Atalanta 1:2 Palermo
Cagliari 1:1 Bologna
Catania 1:0 Genoa
Bari 2:0 Fiorentina

druzyna druzyna druzyna druzyna

pogoda w Rzymie

Romolinki fan club

 

Franco Sensi - zbawca Romy

Od momentu śmierci Violi (pod jego wodzą Roma przeżywała najwspanialszy okres w swej historii) rzymski gigant popadał w coraz większą przeciętność. Początek lat ‘90 XX wieku to wręcz katastrofalna sytuacja finansowa klubu. Rządy po nieodżałowanym prezydencie przejął Giuseppe Ciarrapico – „bąbelkowy król”, jak go wszyscy nazywali, bowiem fortuny dorobił się na sprzedaży wody mineralnej. Już w marcu 1993 roku ujawniono, że Ciarrapico był zamieszany w rozmaite afery, w tym i korupcyjne. Trafił do więzienia, a kiedy już tam się znajdował, okazało się, że zadłużenie klubu wynosi aż 45 milionów dolarów. Romie zajrzało w oczy bankructwo i likwidacja!!! Jednak w maju 1993 roku znależli się wybawcy, gotowi pokryć długi. Byli nimi: Pietro Mezzaroma i Franco Sensi, posiadający znaczne wpływy na rynku paliw, wydawnictw i nieruchomości. Z dniem 9 grudnia 1993 roku ten drugi – po wykupieniu udziałów od Mezzaromy – stał się samodzielnym właścicielem Romy.Wydarzenie to otworzyło nowy rozdział w historii klubu. Nowy boss zatrudnił na stanowisku trenera rodowitego rzymianina, Carlo Mazzone. Rezultaty co prawda nie były oszałamiające, ale nowy szkoleniowiec opanował kryzys i odkrył wielki talent Francesco Tottiego. Również w tym czasie nadeszła tragiczna wiadomość z Salerno, gdzie 30 maja ’94 – w 10 rocznicę pechowego finału PEMK z Liverpoolem – samobójstwo popełnił we własnym domu ówczesny kapitan Romy, Agostino Di Bartolomei. Dlaczego? Nikt tego nie potrafił do końca wyjaśnić…Ago zawsze był skryty i skromny i tak też odszedł.

Sensi długo szukał właściwego człowieka na stanowisko trenera, który odnosiłby z Romą sukcesy. Po kolejnym sezonie pełnym rozczarowań, w miejsce Carlosa Bianchiego, Sensi zatrudnił Czecha Zdenka Zemana. Za jego kadencji do stolicy Włoch przybyli tacy piłkarze jak: Marcos Cafu, Damiano Tommasi, Vincent Candela i nieobliczalny pod bramką rywali napastnik Marco Delvecchio. Drużyna grała bardzo efektownie, ofensywnie, ale…nieefektywnie. Talent Tottiego jeszcze nie eksplodował, choć stał się on już pełnowartościowym ogniwem drużyny. Sezon zakończył się po raz kolejny nieciekawie, choć jak się później okazało, zostały położone fundamenty pod budowę wielkiej drużyny. W sezonie 1999/2000 kibice Romy coraz głośniej zaczęli się domagać „scudetto”. Sensi podziękował Zemanowi i tym razem zaufał Fabio Capello – byłemu trenerowi AC Milan i Realu Madryt, z którymi zdobywał tytuły mistrzowskie. Zakupił do dyspozycji szkoleniowca m.in. napastnika Sampdorii Vincenzo Montellę i japońskiego pomocnika Hidetoshi Nakatę. Rozgrywki zaczęły się dobrze. Roma wygrywała i strzelała mnóstwo goli. Długo utrzymywała się w czołówce, ale końcówka nie była już taka radosna. Tytuł zdobyło Lazio, co było wprost nie do przełknięcia. Franco Sensi aż kipiał ze złości, wysupłał ciężkie miliony na „zbrojenia”, dając tym razem trenerowi Capello do dyspozycji Gabriela Batistutę – superstrzelca z Fiorentiny, brazylijskiego rozgrywającego Emersona z Bayeru Leverkusen oraz Waltera Samuela – stopera reprezentacji Argentyny, zwanego wymownie „The Wall”. Kibice ciągle powtarzali: „jeśli nie teraz, to kiedy?” Jednak Fabio Capello z takim zaciągiem nie kazał długo czekać kibicom na upragniony tytuł. Cały sezon 2000/2001 był prawdziwym, wielkim świętem. Roma od początku do końca przewodziła zespołom Serie A. Jej dominacja była ogromna. Rzymianie byli po prostu najlepsi, poza zasięgiem innych. Wygrali tytuł i jednocześnie ustanowili rekord punktowy zdobywając 75 oczek. Po ostatnim gwizdku sędziego meczu z Parmą (3-1) oznaczającym trzecie „scudetto” dla Romy, na Stadionie Olimpijskim zapanowało szaleństwo! Kibice płakali ze szczęścia. Niemal natychmiast ulice Wiecznego Miasta zalane zostały oszalałym z radości wielotysięcznym tłumem: nieprzebrane morze powiewających flag, triumfalne śpiewy, ogłuszający koncert klaksonów i piszczałek, samochody i skutery ozdobione w najrozmaitszy sposób, młodzieńcy kąpiący się w fontannach, staruszki z klubowymi szalikami, niemowlęta i psy ubrane w koszulki boiskowych idoli, antyczne figury i pomniki ustrojone chorągiewkami i szalikami. Wszystko to oczywiście z typowo południowym temperamentem i obowiązkowo z kolorach żółtym i czerwonym - znamionujących klub, a przede wszystkim miasto, od którego wziął on nazwę. Rzym zmienił się nie do poznania. Nie sposób było też zliczyć mnożących się wszędzie osiedlowych bądź ulicznych uroczystości, biesiad przy suto zastawionych stołach czy koncertów muzycznych. Na osiedlu Testaccio, gdzie w 1927 roku założono Associazione Sportiva Roma i gdzie klub miał pierwsze boisko - święto trwało ponad tydzień. Punktem kulminacyjnym uroczystości była fiesta na placu Circo Massimo. Świętowało ponad milion osób!!! Echa hucznych uroczystości dotarły nawet do papieża Jana Pawła II, któremu sympatyzujące z Romą siostry zakonne sprezentowały okolicznościowy tort, ozdobiony klubowymi barwami. Zaś pracujący w pobliżu Watykanu rzemieślnicy dostarczyli Ojcu Świętemu przyrządzone w podobnej kolorystyce pizzę oraz lody. Ten wielki sukces był bardzo, bardzo potrzebny! Ta niesamowita euforia, udzielająca się ludziom z przeróżnych środowisk i klas społecznych, była naturalnym skutkiem głodu sukcesów i żądzy świętowania. Roma przecież nie zdobyła żadnego trofeum od czasu triumfu w Pucharze Włoch w 1991 roku. Wśród tej ogólnej euforii czy wręcz ekstazy ktoś na murach całego miasta napisał: „To mistrzostwo jest dla Ciebie!”, upamiętniając tym samym osobę Ago Di Bartolomei i tytuł mistrzowski zdobyty przez Romę w 1983 roku. Były kapitan giallorossich doczekał się również uznania ze strony władz miasta, które nazwały jedną z uliczek Rzymu jego imieniem. Uroczystego odsłonięcia tablicy dokonał obecny kapitan, Francesco Totti.

Wśród bohaterów tego sukcesu należy wymienić Batistutę - strzelca 20 bramek, Montellę - autora bardzo ważnych 13 goli, oczywiście Tottiego – kapitana i prawdziwego lidera drużyny, Damiano Tommasiego – genialnego w destrukcji oraz twardego właśnie jak skała - Samuela, który w sposób wzorowy kierował defensywą Romy. Nie wolno także pominąć bramkarza Francesco Antoniolego, strzelca kilku przełomowych goli – Japończyka Hidetoshi Nakatę oraz skrzydłowych: Vincenta Candelę i Brazylijczyka Cafu. Wygranie „scudetto” ustabilizowało pozycję Romy w elicie Calcio. Kolejny sezon był niezwykle emocjonujący. Giallorossi wraz z Interem i Juventusem dosłownie do ostatnich minut walczyli o tytuł. Mistrzostwo ostatecznie jednak powędrowało do Turynu, Roma musiała zadowolić się drugą lokatą. Pierwszy start w osławionej Lidze Mistrzów nie przyniósł oczekiwanego sukcesu, chociaż rzymianie zaprezentowali się całkiem przyzwoicie. Sezon 2002/2003 był jednak najgorszym dla Fabio Capello w roli trenera Romy. Przez cały sezon, i w Serie A i w Lidze Mistrzów, giallorossi grali bardzo pasywnie, bojaźliwie, bez wiary w sukces. Kibice chociaż wiernie uczestniczyli w meczach Romy, nie potrafili pojąć co takiego stało się z wielką drużyną. Nie było już podczas meczów tej magicznej atmosfery na Stadio Olimpico, która dodawała skrzydeł piłkarzom Romy. Zewsząd żądano dymisji trenera Capello. Jednak prezydent Sensi jak i sam trener wytrzymali tą ogromną presję, usiedli po skończonym sezonie do konstruktywnych rozmów i jeszcze raz postanowili zbudować wielki team! Odeszli: Batistuta, Cafu, „staruszek” Aldair (aż 330 ligowych występów w barwach rzymian!) i bramkarz Antonioli. Natomiast do Rzymu zawitali: wielki rumuński talent, Christian Chivu, norweski „wieżowiec” John Carew i bliżej nikomu nieznany następca Cafu – Brazylijczyk Amantino Mancini. Coraz większe postępy czyniła młodzież: Antonio Cassano, Daniele De Rossi, Gaetano D’Agostino oraz bramkarze: Ivan Pelizzoli i Carlo Zotti. Warto tutaj odnotować wspaniałą pracę jaką z zespołem młodzieżowym wykonał Bruno Conti – jeden z najwybitniejszych graczy Romy, były wielokrotny reprezentant Włoch. To miało zaprocentować w niedalekiej przyszłości.

Przeprowadzona latem 2003 roku „transfuzja krwi” w zespole oraz zmiana dotychczasowego cyklu przygotowawczego do sezonu miały już niedługo dać powszechnie oczekiwane, pozytywne rezultaty. Tym razem trener Capello zrezygnował z przygotowań w kapryśnej Austrii i zabrał drużynę do słonecznego Meksyku. Tam, w ciszy, spokoju (z daleka od wścibskich paparazzich) i…w rozrzedzonym powietrzu wykuwał formę drużyny na nadchodzący sezon 2003/2004. Jednak ów błogi spokój niespodziewanie zmąciła ciężka kontuzja Vincenzo Montelli. „Aeroplanino” już do końca sezonu – pomimo prób powrotu na boisko – nie potrafił się odnaleźć.

Jednak rozgrywki rozpoczęły się dla rzymian wprost wyśmienicie! Zwycięstwo za zwycięstwem ( aż 13 w rundzie jesiennej!!! – rekord Serie A), mnóstwo goli i widowiskowa gra szybko dały Romie w tabeli fotel lidera. Wspaniale wkomponował się w zespół Amantino Mancini, który golem strzelonym piętą w derby Rzymu „wdarł” się w serca kibiców. Sam siebie zadziwiał niezastąpiony Francesco Totti – autor aż 20 ligowych goli. W pełni rozbłysł talent Antonio Cassano (14 goli). Wprost perfekcyjnie grała linia defensywna „wilków” w składzie: Zebina, Samuel, Panucci i Chivu, która w rundzie jesiennej dała się zaskoczyć ledwie 7 razy! (znów rekord Serie A!). Nic więc dziwnego, że młody bramkarz Ivan Pelizzoli nie kapitulował nieprzerwanie przez 773 minuty, co stanowi równowartość prawie 9 meczów!!! Jednak w połowie sezonu giallorossi złapali zadyszkę, co skwapliwie wykorzystał Milan, obejmując przodownictwo w tabeli. Jak się później okazało – mimo rozpaczliwej pogoni rzymian – nie oddał go już do końca sezonu, zostając mistrzem Włoch. Roma zameldowała się na mecie jako druga. Być może gdyby Montella był zdrów, kolejność na mecie byłaby odwrotna? Ważne jednak było to, że kibice znów uwierzyli w drużynę – chyba nawet tak silną jak ta, która zdobywała scudetto! Duma z wielkiej drużyny mieszana była jednak z wielkimi obawami o klubowy budżet. Okazało się bowiem, że AS Roma znów ma wielomilionowe długi, co przywoływało fatalne wspomnienia z początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku, kiedy to klub stał na skraju bankructwa. Głośna stała się deklaracja Tottiego: „Jeśli mój transfer miałby uratować klub – odejdę! Ale tylko wtedy”.





 

dla fanow ogłoszenia

fan club

fan club