|
"Czy
pieniądze zawsze dają szczęście?"
Wszyscy doskonale o tym wiemy – AS Roma nie jest „tygrysem
finansowym” i nie jest w stanie płacić swoim zawodnikom
astronomicznych sum za wykonywaną pracę. Oczywiście zdarzają
się wyjątki (Totti, De Rossi), ale to są akurat zawodnicy,
których z Romą łączy coś więcej niż tylko zwykłe „wykonywane
zawodu”. W związku z tym w przeciągu ostatnich 10 lat kilku
piłkarzy opuściło Rzym. W swoich nowych klubach może i
zarabiali więcej, ale niekoniecznie skorzystali na tym pod
kątem sportowym. Poniżej przedstawię wam parę najciekawszych
przykładów.
Luigi di Biagio
Wychowanek Lazio trafił do AS Romy w 1995 roku, gdzie z
miejsca stał się podstawowym zawodnikiem. Występował jako
defensywny pomocnik, będąc znakomitym łącznikiem pomiędzy
linią obrony i atakiem. Jego błyskotliwa gra sprawiła, że
niezbyt wysoki piłkarz bardzo szybko stał się ulubieńcem
Curva Sud (wówczas Francesco Totti, który dopiero zaczynał
objawiać swój ogromny talent, nie był jeszcze postacią
kultową jak ma to miejsce dziś). W latach 1995-99 wystąpił w
114 meczach ligowych w barwach Romy, zdobywając przy tym 16
bramek. Gdy w lecie 1999 roku do Romy przybył Fabio Capello,
a Franco Sensi zaczął inwestować coraz większe pieniądze w
zespół, filar linii pomocy Romy postanowił opuścić wiecznie
miasto, przyjmując ofertę Interu Mediolan. Kibice w Rzymie
byli w szoku, w końcu to właśnie Di Biagio miał być jednym z
elementów szkieletu przyszłej, zwycięskiej Romy. Wprawdzie
na pożegnanie ówczesny reprezentant Włoch mówił o aspektach
czysto sportowych, jednak prasa doniosła, że za przejście do
Interu piłkarz nie tylko dostanie o wiele wyższy kontrakt,
lecz także ok. 1 miliona dolarów „do kieszeni”. W Interze Di
Biagio niczego nie wygrał, a i regularnie grał tylko w
pierwszym sezonie. Opuszczając Mediolan w 2003 roku Luigi Di
Biagio miał wprawdzie na swoim koncie 117 występów, ale
większość z nich jako piłkarz wchodzący na zmiany. Swoją
karierę kończył w klubach takich jak: Brescia, La Storta,
Ascoli.
Emerson Ferreira da Rosa
Brazylijczyk trafił w lecie 2000 roku z Bayeru Leverkusen i
miał być jednym z filarów drużyny walczącej o Scudetto. Tak
się jednak nie stało, gdyż w trakcie przygotowań do nowego
sezonu Emerson zerwał wiązadła krzyżowe i wrócił na boisko
dopiero pod koniec lutego, będąc przeważnie zmiennikiem dla
Damiano Tommasiego, ewentualnie Cristiana Zanettiego.
Najlepszy sezon w karierze reprezentant Brazylii zaliczył w
latach 2003/04, gdy stał się bardzo mocnym punktem drużyny,
która do samego końca walczyła o mistrzowski tytuł.
Niestety, wówczas Scudetto powędrowało w ręce Milanu, a dla
Romy zaczął się jeden z najczarniejszych okresów w
najnowszej historii klubu. „Wyścig zbrojeń” zapoczątkowany
pod koniec ubiegłego wieku sprawił, że Giallorossi popadli w
ogromne długi i w lipcu 2004 roku stało się jasne – Roma
musi sprzedawać swoje gwiazdy, aby nie zbankrutować.
Podstawowym założeniem klubu była sprzedaż najlepszych
zawodników poza granicę Italii, aby nie wzmacniać
bezpośredniej konkurencji na krajowym podwórku. O ile
Argentyńczyk Samuel ze łzami w oczach przyjął ofertę Realu
Madryt, to Emerson ani myślał słyszeć o przenosinach do
Madrytu (choć oferta Realu była o wiele korzystniejsza dla
klubu niż oferta Juventusu Turyn). Tak więc Brazylijczyk
zdecydował się razem z Capello przejść do zespołu „Starej
Damy”. Na transakcji Roma zarobiła tylko 15 milionów euro,
choć przy transferze do Realu na klubowe konto wpłynęłoby 10
milionów euro więcej. Podczas afery Calciopoli wyszło na
jaw, że Emerson dlatego tak nagle zapałał miłością do
Juventusu, gdyż oprócz wyższego kontraktu, dostał od klubu
paromilionową „zapomogę”, która pomogła mu w podjęciu
decyzji. W Turynie Emerson bez większych rewelacji
występował przez dwa lata, a oba tytuły zdobyte wówczas
przez Juventus zostały w 2006 roku odebrane jako pokłosie
afery we włoskim futbolu. Po degradacji Juve do Serie B
„etatowy szczur” Emerson szybko ewakuował się z tonącego
okrętu do Realu Madryt (wraz ze swym mentorem Capello),
gdzie wprawdzie zdobył mistrzostwo Hiszpanii w 2007 roku,
jednak Brazylijczyk był przez kibiców zgodnie uważany za
„najsłabsze ogniwo”, a wg ich opinii grę zawdzięczał tylko
dobrym układom z Fabio Capello. Gdy ten został zwolniony z
funkcji trenera królewskich, Emerson błyskawicznie znalazł
się na liście transferowej, po czym został sprzedany do AC
Milan. W drużynie naszego najbliższego ligowego przeciwnika
Emerson bardziej niż grą na boisku zasłynął ciągłymi
konfliktami z trenerem Carlo Ancelottim…
Antonio Cassano
O przypadku tego pana można by było napisać chyba całą
książkę. Jako cudowne dziecko włoskiego futbolu 19-letni
wówczas Antonio Cassano trafił na Stadio Olimpico w lipcu
2001 roku za astronomiczną na dzisiejsze czasy kwotę 28
milionów euro. Przez 4,5 roku gry w AS Romie „Piotruś Pan”
wystąpił w 118 meczach ligowych i zdobył w sumie 39 goli.
Jednak to nie jego wspaniałe zagrania na boisku (choć miał
ich nie mało), ale wydarzenia poza nim sprawiały, że Cassano
trafiał na pierwsze strony gazet: to obraził się na trenera
i opuścił trening, to z kolej zwyzywał kolegów na treningu,
to znów wplątywał się co chwilę w jakiś głośny romans – o
tym chętniej prasa pisała niż o jego bramkach. O ile Fabio
Capello oraz inni trenerzy jakoś tolerowali takie
zachowania, to słynący z dyscypliny Luciano Spalletti szybko
wyczerpał limit tolerancji do Antonio Cassano. Do tego
doszły jeszcze nieprzyjemne sprawy z przedłużeniem kontraktu
(„Piotruś Pan” pod koniec 2005 roku odrzucił ofertę klubu
opiewającą na 3,5 miliona euro rocznie, co sprawiło, że
stałby się drugim po Tottim najlepiej zarabiających
piłkarzem Giallorossich – on chciał zarabiać tyle samo co Il
Capitano). Gdy więc w styczniu 2006 roku napłynęła oferta z
Realu Madryt, zarząd od razu zdecydował się ją przyjąć. W
ten sposób zakończyła się kariera Antonio Cassano w Romie.
Odejście Cassano okazało się…zbawienne dla Giallorossich.
Drużyna, która błyskawicznie odzyskała wewnętrzny spokój,
odniosła 11 zwycięstw z rzędu i powróciła do walki o
Champions League. Natomiast „syn marnotrawny” (jak go
określiła włoska prasa) w Madrycie wprawdzie zarabiał 4,2
miliony euro, jednak mecze oglądał głównie z ławki
rezerwowych lub nawet z trybun. Przez 18 miesięcy wystąpił
zaledwie w 19 meczach strzelając przy tym jedynie dwie
bramki. Do tego doszły jeszcze niesnaski z nowym-starym
trenerem Fabio Capello oraz bujne życie pozaboiskowe. Tak
więc gdy w sierpniu 2007 roku Sampdoria Genua złożyła ofertę
wypożyczenia niesfornego piłkarza, włodarze Realu Madryt
zgodzili się natychmiast, a sam Cassano zgodził się na
trzykrotnie niższe zarobki. Przed obecnym sezonem
Genueńczycy wykupili Cassano z Realu Madryt, a sam zawodnik
zarabia miesięcznie ok. 1,5 miliona euro, choć przy
pozostaniu w Romie (gdzie walczyłby o nieco ambitniejsze
cele niż w Sampdorii) dostawałby dwukrotnie więcej.
Wprawdzie co jakiś czas pojawiają się plotki o
zainteresowaniu Cassano przez „wielką trójkę” z północy
Włoch, jednak do żadnych konkretnych rozmów na razie nie
doszło.
Olivier Dacourt
21-krotny reprezentant Francji trafił na Stadio Olimpico w
styczniu 2003 roku z Leeds United. Wpierw na zasadzie
półrocznego wypożyczenia, następnie w lecie zarząd
zdecydował się wykupić całą kartę zawodnika. Od samego
początku Francuz był pewnym punktem pomocy Rzymian,
następnie gdy w lipcu 2004 roku zespół opuścił Emerson (a
bardzo ciężkiej kontuzji nabawił się Damiano Tommasi)
pozycja Oliviera Dacourta nie podlegała żadnej dyskusji. W
barwach Romy wystąpił w 94 spotkaniach zdobywając przy tym
dwie bramki (m.in. przepiękny gol z trzydziestu metrów w
spotkaniu z Chievo zremisowanych przez Giallorossich 4:4).
Gdy na wiosnę 2006 roku zarząd zaproponował Dacourtowi nowy
kontrakt, ten zdecydował się odrzucić ofertę Giallorossich i
podobnie jak kiedyś Di Biagio wybrał ofertę Interu Mediolan.
Efekt był taki, że wprawdzie Francuz zdobył dwukrotnie
Scudetto z Nerazzurri, jednak większość spotkań oglądał z
trybun lub wchodził na koncówki spotkań za Patrika Vieirę.
Gdy w lipcu tego roku nowym coachem Interu Mediolan został
Jose Mourinho, od razu zapowiedział, że Dacourt może sobie
szukać nowego klubu. Jak na razie brak chętnych na 34-letni
Francuza…
Christian Chivu
Reprezentant Rumunii trafił do AS Romy w sierpniu 2003 roku
z Ajaxu Amsterdam. Jak na razie jest on ostatnim najdroższym
zawodnikiem sprowadzonym przez Giallorossich (kosztował ok.
18 milionów euro). W Rzymie szybko się zaaklimatyzował i od
razu stał się pewnym punktem wiśniowo-pomarańczowej
defensywy. Z małymi wyjątkami przez cały czas swojej gry w
Rzymie Christian Chivu prezentował się bardzo dobrze,
dlatego nie dziwił fakt, iż już na jesieni 2006 roku
działacze Romy zaczęli rozmawiać z Rumunem na temat
wygasającej w lipcu 2008 roku umowy. Negocjacje spełzły
jednak na niczym, pomimo że Prade i spółka byli skłonni
przełamać odgórnie ustalony limit pensji dla piłkarzy (2,5
miliona euro, o wyjątkach pisałem już wcześniej) i oferowali
Chivu zarobki oscylujące w granicy 3,2 milionów euro. Sam
piłkarz żądał jednak więcej i w wyniku braku porozumienia
postanowił opuścić klub podczas letniego marcato 2007.
Podobnie jak parę lat temu w przypadku Emersona, Roma wolała
sprzedać Chivu poza granicę Italii (bardzo zainteresowana
była FC Barcelona), jednak sam zawodnik pod wpływem swojego
agenta wybrał Inter (jak się później okazało, zarówno agent
jak i zawodnik zostali sowicie „wynagrodzeni” przez
Morattiego za taką decyzję). Na sprzedaży Chivu do Interu
Roma zarobiła 16 milionów euro oraz połowę karty Marco
Andreilliego, który jak na razie błąka się na wypożyczeniach
po Serie B i zapewne pozostanie kolejnym wielkim
niespełnionym talentem. Tymczasem sam Chivu w Interze radzi
sobie przyzwoicie i jest chyba jedynym dzisiaj tu opisywanym
piłkarzem, który po opuszczeniu Romy gra regularnie i odnosi
sukcesy. Jednak dla kibiców Interu nigdy nie będzie tak
wartościowym piłkarzem, jakim był dla fanów Giallorossich.
Alessandro Faiolhe Amantino
Najświeższy, ale i zapewne najbardziej wymowny przykład.
Mancini trafił na Stadio Olimpico w 2003 roku z Venezii i od
samego początku stał się objawieniem. Po jego golu zdobytym
przeciwko Lazio (pamiętna „piętka Boga”) Brazylijczyk stał
się ulubieńcem Curva Sud, a jego popularność równała się
momentami z fenomenem Francesco Tottiego. Zdobywał wiele
pięknych i ważnych bramek dla Romy. Wszystko było ładnie
pięknie, aż w 2007 roku zaczęły się problemy z przedłużeniem
nowej umowy. Działacze Romy chcieli za wszelką cenę
zatrzymać Brazylijczyka na kolejne lata w stolicy Włoch,
Mancini też chciał wprawdzie zostać, jednak (podobnie jak
wcześniej wymienieni tu piłkarze) zażądał od klubu znacznej
podwyżki. Jako że negocjacje kontraktowe na wiele miesięcy
utknęły w martwym punkcie, samemu Manciniemu odechciało się
grać i w sezonie 2007/08 w niczym nie przypominał gracza,
który jeszcze rok, dwa lata wcześniej czarował publiczność
zgromadzoną na Stadio Olimpico. W związku z tym Spalletti
zaczął Brazylijczyka coraz częściej sadzać na ławce
rezerwowych, a ten ani myślał o przedłużeniu umowy na
warunkach proponowanych przez klub. Gdy więc rozpoczęło się
letnie mercato, Mancini znalazł się w centrum uwagi. Jego
agent błyskawicznie dogadał się z Interem Mediolan, a
Giallorossi doszli do wniosku, że z niewolnika nie będzie
pracownika i zdecydowali się sprzedać swoją niegdysiejszą
gwiazdę za 13 milionów euro. Początek na San Siro Mancini
miał dosyć udany – zwycięski gol w spotkaniu towarzyskim
przeciwko drużynie Bayernu Monachium, pierwszy gol w Serie A
z Torino oraz pierwsza bramka w Lidze Mistrzów w meczu z
Panathinaikosem. Później jednak Mancini złapał dołek formy.
W Romie, gdzie Brazylijczyk miał status gwiazdy, dostawałby
zapewne dalsze szanse i mógłby szybko odzyskać utraconą
formę, ale nie w Interze, gdzie ex-Romanista jest tylko
jednym z wielu „rzemieślników”. Wystarczyły słabsze dwa
mecze i Mancini zasiadł na ławce rezerwowych, gdzie (biorąc
pod uwagę ostatnią formę Nerazzurrich) zadomowi się na
dłużej. Ostatnio nawet pojawiły się plotki, że Brazylijczyk
może zostać sprzedany do Realu Madryt lub zostać dołączony
jako część jakiejś transakcji (Mourinho poszukuje
klasycznego napastnika wobec niemocy Adriano). A fani Interu
uważają Manciniego (zaraz po Ricardo Quaresmie) jako
największy transferowy niewypał letniego mercato…
Autor: Bruno
|