home forum relacje typer logowanie

Login:
Hasło:
zapamiętaj
rejestracja odzyskaj hasło
Poprzedni mecz

Chievo Verona vs AS Roma
Serie A - 38 kolejka
16.05.2010r. | Zobacz raport

Następny mecz

AS Roma vs ???
Koniec sezonu
??.??.2010r., godz. ??:??

Tabela ligowa
P Drużyna M Pkt.
1. Inter Mediolan 38 82
2. AS Roma 38 80
3. AC Milan 38 70
4. Sampdoria G. 38 67
5. US Palermo 38 65
 ---
Zobacz całą tabelę
 
Na forum

druzyna druzyna druzyna druzyna

pogoda w Rzymie

Romolinki fan club

 

"Czy pieniądze zawsze dają szczęście?"


Wszyscy doskonale o tym wiemy – AS Roma nie jest „tygrysem finansowym” i nie jest w stanie płacić swoim zawodnikom astronomicznych sum za wykonywaną pracę. Oczywiście zdarzają się wyjątki (Totti, De Rossi), ale to są akurat zawodnicy, których z Romą łączy coś więcej niż tylko zwykłe „wykonywane zawodu”. W związku z tym w przeciągu ostatnich 10 lat kilku piłkarzy opuściło Rzym. W swoich nowych klubach może i zarabiali więcej, ale niekoniecznie skorzystali na tym pod kątem sportowym. Poniżej przedstawię wam parę najciekawszych przykładów.

Luigi di Biagio

Wychowanek Lazio trafił do AS Romy w 1995 roku, gdzie z miejsca stał się podstawowym zawodnikiem. Występował jako defensywny pomocnik, będąc znakomitym łącznikiem pomiędzy linią obrony i atakiem. Jego błyskotliwa gra sprawiła, że niezbyt wysoki piłkarz bardzo szybko stał się ulubieńcem Curva Sud (wówczas Francesco Totti, który dopiero zaczynał objawiać swój ogromny talent, nie był jeszcze postacią kultową jak ma to miejsce dziś). W latach 1995-99 wystąpił w 114 meczach ligowych w barwach Romy, zdobywając przy tym 16 bramek. Gdy w lecie 1999 roku do Romy przybył Fabio Capello, a Franco Sensi zaczął inwestować coraz większe pieniądze w zespół, filar linii pomocy Romy postanowił opuścić wiecznie miasto, przyjmując ofertę Interu Mediolan. Kibice w Rzymie byli w szoku, w końcu to właśnie Di Biagio miał być jednym z elementów szkieletu przyszłej, zwycięskiej Romy. Wprawdzie na pożegnanie ówczesny reprezentant Włoch mówił o aspektach czysto sportowych, jednak prasa doniosła, że za przejście do Interu piłkarz nie tylko dostanie o wiele wyższy kontrakt, lecz także ok. 1 miliona dolarów „do kieszeni”. W Interze Di Biagio niczego nie wygrał, a i regularnie grał tylko w pierwszym sezonie. Opuszczając Mediolan w 2003 roku Luigi Di Biagio miał wprawdzie na swoim koncie 117 występów, ale większość z nich jako piłkarz wchodzący na zmiany. Swoją karierę kończył w klubach takich jak: Brescia, La Storta, Ascoli.

Emerson Ferreira da Rosa

Brazylijczyk trafił w lecie 2000 roku z Bayeru Leverkusen i miał być jednym z filarów drużyny walczącej o Scudetto. Tak się jednak nie stało, gdyż w trakcie przygotowań do nowego sezonu Emerson zerwał wiązadła krzyżowe i wrócił na boisko dopiero pod koniec lutego, będąc przeważnie zmiennikiem dla Damiano Tommasiego, ewentualnie Cristiana Zanettiego. Najlepszy sezon w karierze reprezentant Brazylii zaliczył w latach 2003/04, gdy stał się bardzo mocnym punktem drużyny, która do samego końca walczyła o mistrzowski tytuł. Niestety, wówczas Scudetto powędrowało w ręce Milanu, a dla Romy zaczął się jeden z najczarniejszych okresów w najnowszej historii klubu. „Wyścig zbrojeń” zapoczątkowany pod koniec ubiegłego wieku sprawił, że Giallorossi popadli w ogromne długi i w lipcu 2004 roku stało się jasne – Roma musi sprzedawać swoje gwiazdy, aby nie zbankrutować. Podstawowym założeniem klubu była sprzedaż najlepszych zawodników poza granicę Italii, aby nie wzmacniać bezpośredniej konkurencji na krajowym podwórku. O ile Argentyńczyk Samuel ze łzami w oczach przyjął ofertę Realu Madryt, to Emerson ani myślał słyszeć o przenosinach do Madrytu (choć oferta Realu była o wiele korzystniejsza dla klubu niż oferta Juventusu Turyn). Tak więc Brazylijczyk zdecydował się razem z Capello przejść do zespołu „Starej Damy”. Na transakcji Roma zarobiła tylko 15 milionów euro, choć przy transferze do Realu na klubowe konto wpłynęłoby 10 milionów euro więcej. Podczas afery Calciopoli wyszło na jaw, że Emerson dlatego tak nagle zapałał miłością do Juventusu, gdyż oprócz wyższego kontraktu, dostał od klubu paromilionową „zapomogę”, która pomogła mu w podjęciu decyzji. W Turynie Emerson bez większych rewelacji występował przez dwa lata, a oba tytuły zdobyte wówczas przez Juventus zostały w 2006 roku odebrane jako pokłosie afery we włoskim futbolu. Po degradacji Juve do Serie B „etatowy szczur” Emerson szybko ewakuował się z tonącego okrętu do Realu Madryt (wraz ze swym mentorem Capello), gdzie wprawdzie zdobył mistrzostwo Hiszpanii w 2007 roku, jednak Brazylijczyk był przez kibiców zgodnie uważany za „najsłabsze ogniwo”, a wg ich opinii grę zawdzięczał tylko dobrym układom z Fabio Capello. Gdy ten został zwolniony z funkcji trenera królewskich, Emerson błyskawicznie znalazł się na liście transferowej, po czym został sprzedany do AC Milan. W drużynie naszego najbliższego ligowego przeciwnika Emerson bardziej niż grą na boisku zasłynął ciągłymi konfliktami z trenerem Carlo Ancelottim…

Antonio Cassano

O przypadku tego pana można by było napisać chyba całą książkę. Jako cudowne dziecko włoskiego futbolu 19-letni wówczas Antonio Cassano trafił na Stadio Olimpico w lipcu 2001 roku za astronomiczną na dzisiejsze czasy kwotę 28 milionów euro. Przez 4,5 roku gry w AS Romie „Piotruś Pan” wystąpił w 118 meczach ligowych i zdobył w sumie 39 goli. Jednak to nie jego wspaniałe zagrania na boisku (choć miał ich nie mało), ale wydarzenia poza nim sprawiały, że Cassano trafiał na pierwsze strony gazet: to obraził się na trenera i opuścił trening, to z kolej zwyzywał kolegów na treningu, to znów wplątywał się co chwilę w jakiś głośny romans – o tym chętniej prasa pisała niż o jego bramkach. O ile Fabio Capello oraz inni trenerzy jakoś tolerowali takie zachowania, to słynący z dyscypliny Luciano Spalletti szybko wyczerpał limit tolerancji do Antonio Cassano. Do tego doszły jeszcze nieprzyjemne sprawy z przedłużeniem kontraktu („Piotruś Pan” pod koniec 2005 roku odrzucił ofertę klubu opiewającą na 3,5 miliona euro rocznie, co sprawiło, że stałby się drugim po Tottim najlepiej zarabiających piłkarzem Giallorossich – on chciał zarabiać tyle samo co Il Capitano). Gdy więc w styczniu 2006 roku napłynęła oferta z Realu Madryt, zarząd od razu zdecydował się ją przyjąć. W ten sposób zakończyła się kariera Antonio Cassano w Romie. Odejście Cassano okazało się…zbawienne dla Giallorossich. Drużyna, która błyskawicznie odzyskała wewnętrzny spokój, odniosła 11 zwycięstw z rzędu i powróciła do walki o Champions League. Natomiast „syn marnotrawny” (jak go określiła włoska prasa) w Madrycie wprawdzie zarabiał 4,2 miliony euro, jednak mecze oglądał głównie z ławki rezerwowych lub nawet z trybun. Przez 18 miesięcy wystąpił zaledwie w 19 meczach strzelając przy tym jedynie dwie bramki. Do tego doszły jeszcze niesnaski z nowym-starym trenerem Fabio Capello oraz bujne życie pozaboiskowe. Tak więc gdy w sierpniu 2007 roku Sampdoria Genua złożyła ofertę wypożyczenia niesfornego piłkarza, włodarze Realu Madryt zgodzili się natychmiast, a sam Cassano zgodził się na trzykrotnie niższe zarobki. Przed obecnym sezonem Genueńczycy wykupili Cassano z Realu Madryt, a sam zawodnik zarabia miesięcznie ok. 1,5 miliona euro, choć przy pozostaniu w Romie (gdzie walczyłby o nieco ambitniejsze cele niż w Sampdorii) dostawałby dwukrotnie więcej. Wprawdzie co jakiś czas pojawiają się plotki o zainteresowaniu Cassano przez „wielką trójkę” z północy Włoch, jednak do żadnych konkretnych rozmów na razie nie doszło.

Olivier Dacourt

21-krotny reprezentant Francji trafił na Stadio Olimpico w styczniu 2003 roku z Leeds United. Wpierw na zasadzie półrocznego wypożyczenia, następnie w lecie zarząd zdecydował się wykupić całą kartę zawodnika. Od samego początku Francuz był pewnym punktem pomocy Rzymian, następnie gdy w lipcu 2004 roku zespół opuścił Emerson (a bardzo ciężkiej kontuzji nabawił się Damiano Tommasi) pozycja Oliviera Dacourta nie podlegała żadnej dyskusji. W barwach Romy wystąpił w 94 spotkaniach zdobywając przy tym dwie bramki (m.in. przepiękny gol z trzydziestu metrów w spotkaniu z Chievo zremisowanych przez Giallorossich 4:4). Gdy na wiosnę 2006 roku zarząd zaproponował Dacourtowi nowy kontrakt, ten zdecydował się odrzucić ofertę Giallorossich i podobnie jak kiedyś Di Biagio wybrał ofertę Interu Mediolan. Efekt był taki, że wprawdzie Francuz zdobył dwukrotnie Scudetto z Nerazzurri, jednak większość spotkań oglądał z trybun lub wchodził na koncówki spotkań za Patrika Vieirę. Gdy w lipcu tego roku nowym coachem Interu Mediolan został Jose Mourinho, od razu zapowiedział, że Dacourt może sobie szukać nowego klubu. Jak na razie brak chętnych na 34-letni Francuza…

Christian Chivu

Reprezentant Rumunii trafił do AS Romy w sierpniu 2003 roku z Ajaxu Amsterdam. Jak na razie jest on ostatnim najdroższym zawodnikiem sprowadzonym przez Giallorossich (kosztował ok. 18 milionów euro). W Rzymie szybko się zaaklimatyzował i od razu stał się pewnym punktem wiśniowo-pomarańczowej defensywy. Z małymi wyjątkami przez cały czas swojej gry w Rzymie Christian Chivu prezentował się bardzo dobrze, dlatego nie dziwił fakt, iż już na jesieni 2006 roku działacze Romy zaczęli rozmawiać z Rumunem na temat wygasającej w lipcu 2008 roku umowy. Negocjacje spełzły jednak na niczym, pomimo że Prade i spółka byli skłonni przełamać odgórnie ustalony limit pensji dla piłkarzy (2,5 miliona euro, o wyjątkach pisałem już wcześniej) i oferowali Chivu zarobki oscylujące w granicy 3,2 milionów euro. Sam piłkarz żądał jednak więcej i w wyniku braku porozumienia postanowił opuścić klub podczas letniego marcato 2007. Podobnie jak parę lat temu w przypadku Emersona, Roma wolała sprzedać Chivu poza granicę Italii (bardzo zainteresowana była FC Barcelona), jednak sam zawodnik pod wpływem swojego agenta wybrał Inter (jak się później okazało, zarówno agent jak i zawodnik zostali sowicie „wynagrodzeni” przez Morattiego za taką decyzję). Na sprzedaży Chivu do Interu Roma zarobiła 16 milionów euro oraz połowę karty Marco Andreilliego, który jak na razie błąka się na wypożyczeniach po Serie B i zapewne pozostanie kolejnym wielkim niespełnionym talentem. Tymczasem sam Chivu w Interze radzi sobie przyzwoicie i jest chyba jedynym dzisiaj tu opisywanym piłkarzem, który po opuszczeniu Romy gra regularnie i odnosi sukcesy. Jednak dla kibiców Interu nigdy nie będzie tak wartościowym piłkarzem, jakim był dla fanów Giallorossich.

Alessandro Faiolhe Amantino

Najświeższy, ale i zapewne najbardziej wymowny przykład. Mancini trafił na Stadio Olimpico w 2003 roku z Venezii i od samego początku stał się objawieniem. Po jego golu zdobytym przeciwko Lazio (pamiętna „piętka Boga”) Brazylijczyk stał się ulubieńcem Curva Sud, a jego popularność równała się momentami z fenomenem Francesco Tottiego. Zdobywał wiele pięknych i ważnych bramek dla Romy. Wszystko było ładnie pięknie, aż w 2007 roku zaczęły się problemy z przedłużeniem nowej umowy. Działacze Romy chcieli za wszelką cenę zatrzymać Brazylijczyka na kolejne lata w stolicy Włoch, Mancini też chciał wprawdzie zostać, jednak (podobnie jak wcześniej wymienieni tu piłkarze) zażądał od klubu znacznej podwyżki. Jako że negocjacje kontraktowe na wiele miesięcy utknęły w martwym punkcie, samemu Manciniemu odechciało się grać i w sezonie 2007/08 w niczym nie przypominał gracza, który jeszcze rok, dwa lata wcześniej czarował publiczność zgromadzoną na Stadio Olimpico. W związku z tym Spalletti zaczął Brazylijczyka coraz częściej sadzać na ławce rezerwowych, a ten ani myślał o przedłużeniu umowy na warunkach proponowanych przez klub. Gdy więc rozpoczęło się letnie mercato, Mancini znalazł się w centrum uwagi. Jego agent błyskawicznie dogadał się z Interem Mediolan, a Giallorossi doszli do wniosku, że z niewolnika nie będzie pracownika i zdecydowali się sprzedać swoją niegdysiejszą gwiazdę za 13 milionów euro. Początek na San Siro Mancini miał dosyć udany – zwycięski gol w spotkaniu towarzyskim przeciwko drużynie Bayernu Monachium, pierwszy gol w Serie A z Torino oraz pierwsza bramka w Lidze Mistrzów w meczu z Panathinaikosem. Później jednak Mancini złapał dołek formy. W Romie, gdzie Brazylijczyk miał status gwiazdy, dostawałby zapewne dalsze szanse i mógłby szybko odzyskać utraconą formę, ale nie w Interze, gdzie ex-Romanista jest tylko jednym z wielu „rzemieślników”. Wystarczyły słabsze dwa mecze i Mancini zasiadł na ławce rezerwowych, gdzie (biorąc pod uwagę ostatnią formę Nerazzurrich) zadomowi się na dłużej. Ostatnio nawet pojawiły się plotki, że Brazylijczyk może zostać sprzedany do Realu Madryt lub zostać dołączony jako część jakiejś transakcji (Mourinho poszukuje klasycznego napastnika wobec niemocy Adriano). A fani Interu uważają Manciniego (zaraz po Ricardo Quaresmie) jako największy transferowy niewypał letniego mercato…

Autor: Bruno
 




 

dla fanow ogłoszenia

fan club

fan club