|
"Kiedy gole strzelają pomocnicy i obrońca..."
Początku tego sezonu Roma na pewno nie zaliczy do udanych.
Po meczu z Regginą, który rozbudził nadzieje i apetyty
fanów, kolejna porażka bardzo ostudziła nastroje w Trigorii.
Usprawiedliwianie porażki błędem sędziów jest drogą do
nikąd, bowiem że Roma w tym sezonie jest po prostu słaba
najlepiej i niepodważalnie dowodzą liczby.
Po 4 rozegranych do tej pory spotkaniach w Serie A Roma ma 4
punkty. Ten skromny wynik staje się bardziej niepokojący,
jeśli spojrzymy na rywali. Palermo, Napoli, Reggina i Genoa
(nie mówiąc już o Cluj...) do potentatów nie należą i to
mecze z nimi miały dać Romie punkty, które pozwoliłyby jej
czuć się swobodniej w meczu z Interem, Juve czy Milanem.
Średnia 1 punkt na mecz po czwartej kolejce jest
upokarzająca dla klubu, który przed sezonem mierzył w
scudetto. W ten sam sposób zaczynał się ów przeklęty rok 5
trenerów, który poprzedził epokę Spallettiego. Szkoleniowiec
ten przez trzy lata swojej pracy przyzwyczaił nas do
zupełnie innych inauguracji...
Analizowaliśmy już niejednokrotnie skomplikowaną sytuację
Romy ze względu na kontuzje, które nie pozostają bez wpływu
na grę zespołu. Dziś jednak skupimy się na aspektach
związanych tylko i wyłącznie z boiskiem.
Pierwszą rzeczą do przemyślenia jest bez wątpienia kondycja
psycho-fizyczna piłkarzy, którzy z upływem czasu coraz
bardziej tracą energię. Wystarczy porównać postawę piłkarzy
w pierwszej i drugiej połowie meczu. To ciekawe, że gdyby
rozegrane dotychczas mecze kończyły się po 45 minutach, Roma
miałaby dziś dwa razy więcej punktów. W meczu z Napoli po
strzeleniu bramki natychmiast spoczęliśmy na laurach i
przeciwnik wykorzystał to w drugiej połowie. W Palermo do
przerwy utrzymaliśmy remis, ale sił nie wystarczyło na
kolejne 45 minut. To samo powtórzyło się wczoraj z Genoą i w
LM z Cluj. Jedynie w spotkaniu z Regginą udało nam się nie
stracić korzystnego wyniku.
Podobnie przedstawia się sprawa strzelonych i straconych
bramek. W rozgrywkach Seria A Roma strzeliła 4 z 6 bramek
(66,7%) w pierwszych 45 minutach meczów. Jedynie 2 padły po
przerwie, choć na pewno przydałoby sie ich zdecydowanie
więcej. Jeśli uwzględnimy mecz z Cluj, liczba strzelonych w
pierwszych 45 minutach bramek wzrasta do 5 z 7 (71,5%!!).
Z kolei gdy spojrzeć na bramki stracone przez Giallorossich,
drugiej połowie spotkań padło 5 na 7 w w Serie A, a 7 na 9
jeśli doliczyć Cluj (78%).
Warto też bliżej przyjrzeć się zdobytym bramkom. Wszystkie z
sześciu do tej pory zdobytych goli, strzelone zostały z
wnętrza pola karnego, a w 5 przypadkach z pobliża lub z
wewnątrz pola bramkowego. Takie wyniki są charakterystyczne
dla drużyn, które grają jednym dobrym napastnikiem
wysuniętym daleko do przodu. Ciekawy jest fakt, że Roma
aktualnie takim nie dysponuje... Wystarczy zresztą zauważyć,
że piłkarze, którzy okazują się najbardziej aktywni i
skuteczni w ofensywnej grze, to nie napastnicy lecz
zawodnicy środka pola i obrońcy. Z sześciu zdobytych do tej
pory bramek żadna nie jest dziełem tytularnego napastnika. 5
strzelili piłkarze pomocy (Aquilani, Baptista, Perrotta, De
Rossi) a jedną obrońca (Panucci).
Z jednej strony może to być wiadomość pokrzepiająca, z
drugiej niepokojąca. Zbyt często obserwujemy, jak się zdaje,
chęć poprowadzenie piłki i wejścia z nią niemal do bramki,
podczas gdy lepszym rozwiązaniem byłoby poszukanie
napastników, których przecież Roma posiada. Być może jest to
efekt oczekiwania na Tottiego, bez którego drużyna nie czuje
się do końca pewnie.
Na koniec bolesne dane dotyczące obrony. Jeśli ligę włoską
zwykle utożsamia się z solidnymi defensorami, to Roma
zaprzecza stereotypowi. 7 goli straconych w 4 spotkaniach, z
czego 6 (85%) zostało strzelonych z wewnątrz pola karnego,
gdzie napastnicy przeciwników robią często, na co tylko mają
ochotę. Z nadmiernej wolności, na jaką pozwalają napastnikom
nasi obrońcy skorzystał m.in. Miccoli. Giallorossi wyraźne
nie radzą sobie z szybkimi i zwrotnymi zawodnikami ofensywy
i to wywołuje jedno pytanie: dlaczego Roma w okienku
transferowym nie pomyślała o zakupie obrońcy, który
potrafiłby radzić sobie z tego typu napastnikami? Zawodnika
typu Cannavaro lub Cordoby, który potrafi szybko sie
poruszać, utrzymywać sie blisko przeciwnika, i dobrze radzi
sobie z walką w powietrzu, nawet jeśli nie jest wysoki. Może
i w przeszłości się o tym myślało, jak wydaje się świadczyć
sprawa Martineza, ale wiemy jak to się skończyło.
Po meczu z Genoą czujemy sie znów jak przed meczem z Regginą,
kiedy wszyscy prosili drużynę o zwycięstwo, choćby
nieprzekonujące. Jednorazowy zryw nie okazał sie odrodzeniem
Gallorossich. Mimo wszystko nie tracimy nadziei, choć
najbliższy przeciwnik jest aktualnie jednym z najgorszych,
na jakich mogliśmy trafić. Trzeba jednak zawalczyć i
podnieść morale, bo już niedługo mecz z Bordeaux, które na
swoim terenie jest groźne. Potrzebne są teraz Romie trzy
punkty, choćby wywalczone w bólach, bo bez nich pociąg z
tabliczką "Champions League" może odjechać bez nas...
Autor:
romanews.eu
Tłumaczenie:
kaisa99
|