|
"Ostatni miesiąc Romy to dziwna historia..."
Mecze jak ten przeciw Cluj są jak cios pięścią w żołądek.
Powodują ból i zostawiają gorzki posmak jak najbardziej
paskudne z lekarstw. Podnieść się nie jest łatwo. Kondycja
fizyczna Romy pozostawia sporo do życzenia, psychiczna
przypomina starca, który zapatrzył się w iluzje z
przeszłości. Wspaniała, zjednoczona Roma wydaje się odległym
wspomnieniem.
Potem przyszedł mecz z Palermo i nic się nie zmieniło. Także
na Sycylii początek rozbudził nadzieję, także tym razem
strzeliliśmy pierwsi. Także tym razem skończyliśmy z
zadyszką niedzielnego kolarza pod najprostszym podjazdem.
W końcu nadeszła Liga Mistrzów, gdzie przeciwnik nie należał
do światowych gigantów. Spalletti i jego ekipa mieli przed
sobą łatwy do wygrania mecz i możliwość odbicia się od dna.
Ale, jak wiemy, pewne zadania wydają się łatwe tylko na
papierze, w rzeczywistości zaś okazują się niebezpieczne, a
czasem śmiertelnie niebezpieczne dla zawodników, którzy tak
jak Giallorossi, nie wychodzą na boisko pełni radości i
chęci do gry. W takich sytuacjach, jeśli mecz nie skończy
się szybko, strach cie niszczy. I oto Cluj, nikomu nie znana
drużyna, strzela na bramkę Romy 16 razy, zdobywa 2 gole i
nie pozwala sobie odebrać zwycięstwa. Co więcej, zasługuj na
to zwycięstwo.
Przyjrzyjmy się problemom, które w ostatnim czasie są
najbardziej wyraźne. Najbardziej w oczy rzuca się może
nieskuteczne i powolne rozgrywanie piłki. Posiadanie piłki
przez Giallorossich przekraczało 50% w serie A i 57% w LM.
Oznacza to, że w meczu przeciw Cluj zawodnicy Roma mieli
piłkę przy nodze przez 34 minuty, jeśli weźmiemy pod uwagę,
że efektywny czas gry wyniósł ok 60 minut. W tym czasie
następowały długie okresy rozgrywania akcji na połowie
przeciwnika w okolicy linii środkowej. Niestety piłka
rozgrywana była głównie na szerokość boiska. Nie da się
zatem ukryć, że Romie w tym sezonie brakuje "głębi", pomysłu
na grę.
W poprzednim sezonie właśnie ta "głębia" była najgroźniejszą
może bronią Romy. Z częstymi wejściami Perrotty pięknie
obsługiwanego podaniami przez Tottiego. Z zaczepnymi akcjami
Mancieniego, Vucinica, Taddeiego, którzy wyciągali obrońców
pod końcową linię boiska robiąc miejsce dla swoich kolegów z
drużyny. To prawda, że Taddei i Vucinic nie są obecnie w
najwyższej formie, a Manciniego wcale w zespole już nie ma.
Ale prawda jest też, że ci, którzy zastąpić nieobecnych nie
wtopili się jeszcze w żywą tkankę Romy. Być może dlatego, że
mieli za mało czasu: niewiele ponad jeden miesiąc, za to
wśród tysiąca trudności.
Trzeba też podkreślić brak precyzji w strzałach na bramkę. Z
Cluj Romaniści oddali 17 strzałów na bramkę, ale tylko 4
leciały w jej światło. Z Napoli i Palermo wcale nie było
lepie: z pierwszymi 8 strzałów w światło bramki na 17
oddanych w całym meczu, z drugimi 7 na 21. Na każde pięć
strzałów oddawanych na bramkę aż 4 nie są dziełem
napastnika, co mogłoby cieszyć jako dowód wszechstronności
drużyny, gdyby nie to że wynika raczej z bezradności naszego
ataku i zagubienia piłkarzy, którzy chyba nie do końca
wiedzą, na jakich pozycjach grają.
Najwięcej bramek jest dziełem zawodników środka pola, ale
problem polega na tym, że ich ofensywne akcje nie zawsze są
zaplanowane i przemyślane, a raczej toporne aż do bólu. W
ataku aż za dobrze widać brak il capitano, ale czy nie można
było wcześniej przewidzieć, jakie problemy będzie miała
drużyna przy każdej jego absencji? Czy nie można było temu
zaradzić? Czy nie lepiej było znaleźć jednego głodnego gry
napastnika, który potrafiłby podania w pole karne, za miast
kolejnych wielofunkcyjnych piłkarzy, którzy na papierze mogą
zrobić wszystko, a na boisku okazują się o wiele mniej
przydatni?
Niezbyt pokrzepiająca jest także sytuacja w obronie. W 4
meczach drużyna straciła 8 bramek, co daje średnią 2 gole na
mecz. Dla zespołu, który mierzy wysoko, nie jest to wynik,
którym można się poszczycić. Także tutaj problemem jest zbyt
częsta wymiana zawodników, zwłaszcza na środku, gdzie w 4
meczach zagrały w wyjściowej jedenastce aż 3 różne pary: w
Mediolanie i przeciw Napoli Juan i Mexes, w Palermo Loria i
Panucci, przeciw Cluj Cassetti i Panucci, a po kontuzji tego
drugiego Cassetti i Loria.
Że Spalletti ma nie do końca jasne wyobrażenie o tym, jak
powinna wyglądać w tym sezonie Roma, wydaje się świadczyć
fakt, że wielu piłkarzy, zwłaszcza nowych, nie znalazło do
tej pory stałego miejsca na boisku. W 4 do tej pory
rozegranych meczach zagrało 21 zawodników, jedynie Virga i
rezerwowi brakarze nie zostali wpuszczeni na boisko. Wszyscy
inni tak, choćby na kilka minut.
W sobotę mierzymy się z Regginą. Biorąc pod uwagę, jak
zaczęliśmy sezon, nie możemy już o żadnym meczu powiedzieć,
że jest łatwy. Najważniejsze, żebyśmy wygrali, nawet jeśli
nie będzie to zwycięstwo przekonujące. Obecna chwila jest
bardzo trudna, ale nie można się poddać. Zaczęliśmy źle, ale
jest czas, by to naprawić. Tylko trzeba to zrobić jak
najszybciej, zacząć już od jutra.
Autor:
Marco Schiacca
Tłumaczenie:
kaisa99
|